• Nowy
search

Duke Ellington: Live at the Berlin Jazz Festival 1969 - 1973

69,99 zł
Brutto

multikulti.com ***** Pieczołowicie zremasterowane, nigdy wcześniej niewydane koncerty Ellingtona nagrane podczas Berlin Jazz Festival. Płytę rozpoczyna improwizacja Ellingtona, która hipnotyzuje. Mamy rok 1973, za pół roku Duke umrze, pozostawiając po sobie wyrwę nie do zasypania. Kondensacja ellingtonowskiej swobody improwizacyjnej i reżimu wykonawczego jest tutaj zniewalająca, zapętlam ten utwór i słucham po wielokroć. Idziemy jednak dalej, na scenie słyszymy głównie jego sextet. Niezwykły jest smakowity dialog z kontrabasistą Joe Benjaminem w Pitter Panther Patter, czy też kolejna solowa perełka Introduction by Baby Laurence. Ellington tego wieczoru stworzył dzieło niezwykle złożone – delikatne, choć pełne napięć, w narracji gęste i linearne, choć zbudowane z wielu ukrytych warstw…

Ilość

 

Polityka prywatności

 

Zasady dostawy

 

Zasady reklamacji

Straightahead / Mainstream Jazz
premiera polska:
2022-07-30
kontynent: Ameryka Północna
kraj: USA
opakowanie: Digipackowe etui
opis:

multikulti.com * * * * *:
Do Duke'a Ellingtona przekonał mnie John Coltrane. Tak mogłoby rozpoczynać się wspomnienie jakiegoś muzyka, który miał szansę poznać Trane'a. Rozczaruję was, niestety ani nie jestem muzykiem, ani tym bardziej nie znałem Trane'a. Jednak zdanie "do Duke'a Ellingtona przekonał mnie John Coltrane" jest prawdziwe, bowiem to właśnie wspólna płyta Duke Ellington & John Coltrane z epokową wersją "In a sentimental mood" sprawiła, że Ellington zajął należne jemu miejsce. Ellington zamienili się miejscami/funkcjami z Coltranem, tylko giganci mogli w czasach, gdy to fortepian rezerwował sobie miejsce dla kreowania melodii wywrócić porządek i zaproponować alternatywne rozwiązanie.

Teraz otrzymujemy pieczołowicie zremasterowane, nigdy wcześniej niewydane koncerty Duke'a Ellingtona nagrane w 1969 i 1973 podczas Berlin Jazz Festival. W 1969 wystąpiła orkiestra Ellingtona, w 1973 jego Sextet. Oba koncerty pomieszczone zostały na jednej kolekcjonerskiej płycie "Duke Ellington Live at the Berlin Jazz Festival 1969 - 1973", zremasterowane z oryginalnych berlińskich taśm radiowych przy użyciu Phoenix Mastering ™ - unikalnego procesu restauracji dźwięku, opracowanego przez The Lost Recordings i zespół pracowników Devialet.

Płytę rozpoczyna pięciominutowa improwizacja Ellingtona, która hipnotyzuje słuchacza. Mamy rok 1973, za pół roku Duke umrze, pozostawiając po sobie wyrwę nie do zasypania. Kondensacja ellingtonowskiej swobody improwizacyjnej i reżimu wykonawczego jest tutaj zniewalająca, zapętlam ten utwór i słucham po wielokroć. Idziemy jednak dalej, na scenie słyszymy głównie sextet Elligtona w składzie Duke Ellington (piano), Joe Benjamin (bass), Quinten 'Rocky' White jr (drums), Harold 'Money' Johnson (trumpet), Paul Gonsalves (tenor saxophone) i Harry Carney (clarinet). Są jednak niespodzianki, "Tap Dance" to rzadki przykład współpracy pianisty z gościem specjalnym "grającym" na jazz tap percussion, jak zapowiada sam Ellington stepującego tancerza. Niezwykły jest smakowity dialog z kontrabasistą Joe Benjaminem w "Pitter Panther Patter", czy też kolejna solowa perełka "Introduction by Baby Laurence". Ellington tego wieczoru stworzył dzieło niezwykle złożone – delikatne, choć pełne napięć, w narracji gęste i linearne, choć zbudowane z wielu ukrytych warstw.

Druga część płyty to już Duke Ellington Orchestra w pełnym składzie. Posłuchajcie niezrównanych solistów, jak Cootie Willams, Cat Anderson, Paul Gonsalves, Johnny Hodges, Russell Procope, żeby wymienić tylko kilku.
W 1969 roku Berlin Jazz Fest był miał już ustabilizowaną markę w Europie, decyzja o przyznaniu Ellingtonowi miejsca, jako headlinerowi festiwalu nie była kontrowersyjna, do Berlina przybył najbardziej utytułowany big-band, który jak żaden wówczas nie budował pomostu między tradycją a nowoczesnością, a także pokazywał konflikt między nimi. I rzeczywiście, berliński koncert 8 listopada 1969 roku jest wspaniałym świadectwem świeżości brzmienia, jakim big band Ellingtona hipnotyzował publiczność.
Ellington wystąpił na czele orkiestry, której konfiguracja i instrumentacja była mistrzowska. Genialna sekcja pięciu trębaczy podkreślała wirtuozerię dwóch weteranów orkiestry, Cootiego Williamsa i Cata Andersona (wystarczy posłuchać „El Gato”). Do tego wyjątkowa grupa klarnecistów i saksofonistów, w skład, której wchodzili Johnny Hodges, Russell Procope, Paul Gonsalves i Harry Carney, z których każdy był weteranem zespołów Ellingtona. The Duke, prawdziwy alchemik jazzu, sprawił, że ta masywna orkiestra wybrzmiewała z płynnością i pędem małego zespołu.
autor: Mateusz Krępski
Copyright © 1996-2022 Multikulti Project. All rights reserved

Editor's info:
Since its inception in 1964, the Berlin Jazz Fest had been thought of as a festival that, if not avant-garde, welcomed the most progressive and experimental forms of music of a period rich in all types of modernistic trends, from radical free jazz to a multitude of fusions of pop, rock, soul and jazz. But in 1969, as if swimming against the tide of the revolutions that swept the West, the organizers took an audacious stand: it was Duke Ellington’s 70th birthday and not only did they welcome him at the head of his big band for the first time, but part of the programme focused on his heritage; as a bonus and birthday gift, Ellington was featured on the publicity poster of the festival’s sixth edition.

Since its inception in 1964, the Berlin Jazz Fest had been thought of as a festival that, if not avant-garde, welcomed the most progressive and experimental forms of music of a period rich in all types of modernistic trends, from radical free jazz to a multitude of fusions of pop, rock, soul and jazz. But in 1969, as if swimming against the tide of the revolutions that swept the West, the organizers took an audacious stand: it was Duke Ellington’s 70th birthday and not only did they welcome him at the head of his big band for the first time, but part of the programme focused on his heritage; as a bonus and birthday gift, Ellington was featured on the publicity poster of the festival’s sixth edition. This may all seem quite normal where one of the greatest jazz geniuses in history is concerned. Today, that bold choice would no longer be questioned. But the situation looked very different then. The late 1960s was a period of political and aesthetic upheaval: new trends, values and issues of identity emerged and were sometimes even affirmed with vehemence. Given the context, one might legitimately wonder who actually listened to Ellington then.

Since the mid-1920, Ellington was widely acclaimed by jazz musicians of all generations who respected his multi-faceted heritage and were fascinated by his ability to renew his idiom. The general public worldwide, too, recognised that his well-balanced orchestral art. Elevated classical swing to the very pinnacle of formal perfection. Ellington was an icon; his talent and historical importance were indisputable. His recent compositions, however, were only met with polite interest, lost within the profusion of trends that pulsed with other rhythms and sounds reflecting contemporary societal developments.

Albeit a recently-established festival, the Berlin Jazz Fest was considered a major event, recognised for its discerning choices in avant-garde jazz. The decision to give Ellington pride of place as the festival’s headliner could not fail to make an impression. It was an implicit invitation to the public to reconsider his music as a certain form of continuity between tradition and modernity (or types of modernity), as well as symbolizing the conflict between the two. And indeed, the selection on this album from the Berlin concert of 8 November 1969 is magnificent testimony to the extraordinary freshness of tone that Ellington’s big band still displayed on stage, when the sheer pleasure of playing took over from the routine of performance.

Ellington appeared at the head of a sizeable orchestra whose configuration and instrumentation could not have been more traditional. There was a brilliant section of five trumpet players to highlight the virtuosity of two orchestra veterans, Cootie Williams and Cat Anderson (just listen to “El Gato”). Most importantly, there was an exceptional group of clarinettists and saxophonists, comprising Johnny Hodges, Russell Procope, Paul Gonsalves and Harry Carney, each one a veteran of the Ellington legend whose unmistakable voices are forever associated with the hallmark sound of the big band. The Duke, true alchemist that he was, achieved the tour de force of making this massive orchestra sound out with the fluidity and drive of a small band.

muzycy:
1-7. Elligton Sextet:
Duke Ellington (piano)
Joe Benjamin (bass)
Quinten 'Rocky' White jr (drums)
Harold 'Money' Johnson (trumpet)
Paul Gonsalves (tenor saxophone)
Harry Carney (clarinet)

8-13: Duke Ellington Orchestra

utwory:
1. Piano Improvisation No. 1
Duke Ellington Solo

2. Take The "A" Train (Billy Strayhorn)
Duke Ellington Sextet

3. Pitter Panther Patter
Duke Ellington Sextet

4. Sophisticated Lady
Duke Ellington Sextet

5. Introduction by Baby Laurence
Duke Ellington Sextet

6. Tap Dance
Duke Ellington Sextet

7. La plus Belle Africaine
Duke Ellington Sextet

8. El Gato
Duke Ellington & His Orchestra

9. I Can't Get Started
Duke Ellington & His Orchestra

10. Caravan
Duke Ellington & His Orchestra

11. Mood Indigo
Duke Ellington & His Orchestra

12. Satin Doll
Duke Ellington & His Orchestra

13. Meditation
Duke Ellington & His Orchestra

wydano: 20 May 2022

TLR2204041

Opis

Wydawca
The Lost Recordings
Artysta
Duke Ellington
Nazwa
Live at the Berlin Jazz Festival 1969 - 1973
Instrument
piano
Zawiera
1CD
Data premiery
2022-07-30
chat Komentarze (0)
Na razie nie dodano żadnej recenzji.