multikulti.com * * * * 1/2
Tylko i aż 9 utworów tworzy płytę. Tylko, bo chciałoby się więcej, aż, bo radości z lektury płyty, co niemiara. Oferują muzykę refleksyjną, migotliwą, przywodzącą na myśl rozświetlone wewnętrznym światłem obrazy impresjonistów. Dinesen, w przeciwieństwie do wspomnianego Rollinsa gra na tenorze z lekkością i wdziękiem. Anders Christensen na kontrabasie i Laust Sonne za perkusją grają jak w transie, chemię między nimi jest wyczuwalna.
"Moonlight Drive" to jazz z krwi i kości, a nie jazzawe klocki Lego!
esensja.pl
...zwieńczenie albumu Moonlight Drive może stać się jednoczesnym otwarciem. W warstwie muzycznej to jeszcze jedna bardzo stonowana opowieść; rytm nadaje jej powolny marsz kontrabasu i perkusji, wokół którego Dinesen buduje hipnotyczną narrację na saksofonie
Polityka prywatności
Zasady dostawy
Zasady reklamacji
Contemporary Jazz / Indie Jazz
premiera polska: 2025-06-06
kontynent: Europa
kraj: Dania
opakowanie: Gatefoldowe etui
opis:
multikulti.com * * * * 1/2
Tylko i aż 9 utworów tworzy album "Moonlight Drive". Tylko, bo chciałoby się więcej, aż, bo radości z lektury płyty, co niemiara.
Od czasu "Way Out West" Sonny’ego Rollinsa (Contemporary Records, 1957) minęło sporo czasu, ale płyt w takiej obsadzie (tenor/bass/drums) wcale aż tak wiele nie nagrano. Tym bardziej warto sięgnąć po kontynuację doskonałej "Blessings" z 2021 roku, wydanej także dla duńskiej April Records. I słowo klucz to właśnie kontynuacja, panowie nie rewolucjonizują jazzowej muzyki, nie szukają na siłę kontrowersji, ale także nie kopiują starych mistrzów, pozostając w orbicie klasycznego jazzu.
Oferują muzykę refleksyjną, migotliwą, przywodzącą na myśl rozświetlone wewnętrznym światłem obrazy impresjonistów. Dinesen, w przeciwieństwie do wspomnianego Rollinsa gra na tenorze z lekkością i wdziękiem. Anders Christensen na kontrabasie i Laust Sonne za perkusją grają jak w transie, chemię między nimi jest wyczuwalna.
Szczególne brawa należą się za hymniczny "Yahya", poszukujący źródeł inspiracji i duchowości w jazzie i dedykowany Fela Kutiemu utwór "Fela". Trzeba wiedzieć, że Dinesen, Christensen i Sonne grali z perkusistą Fela Kutiego - Tonym Allenem. Takie spotkania pozostawiają trwałe ślady, czego owocem są oryginalne kompozycje, jak "Fela", w której Laust Sonne niczym Tony Allen zagęszcza strukturę rytmiczną utworu.
"Moonlight Drive" to jazz z krwi i kości, a nie jazzawe klocki Lego.
autor: Mateusz Krępski
Copyright © 1996-2025 Multikulti Project. All rights reserved
esensja.pl
Świat jazzu ma to do siebie – i jest to jego jedna z najważniejszych pozytywnych cech – że nieustannie ewoluuje. Nawet uznani muzycy często rotują składami towarzyszących im zespołów, podejmując co rusz nowe wyzwania. Zapraszają do współpracy artystów nie zawsze ze swojego środowiska, wychodząc zapewne z przekonania, iż to, co najwartościowsze, rodzi się na styku – gatunków i kultur. Nie inaczej jest w przypadku tria tworzonego przez trzech uznanych duńskich jazzmanów (i nie tylko): saksofonisty tenorowego Jakoba Dinesena (rocznik 1968), kontrabasisty Andersa Christensena (rocznik 1972) oraz perkusisty Lausta Sonnego (rocznik 1974), którzy na wspólną artystyczną drogę wkroczyli przed trzema laty, nagrywając koncertowy album „Blessings” (2021). W ubiegłym roku natomiast postanowili zarejestrować – tym razem w studiu (wybrali do tego celu kopenhaskie The Village Recording) – nowy materiał.
Po dwóch dniach intensywnej pracy (30 i 31 października 2022 roku) uznali, że dzieło jest gotowe. Słuchacze poznają je 8 września, kiedy to nakładem wytwórni April Records ukaże się album (także w wersji winylowej) „Moonlight Drive”. Każdy z trzech artystów tworzących zespół zapisał już wcześniej ważną kartę w dziejach duńskiej muzyki popularnej. Dinesen i Christensen poznali się jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku, grając razem w formacji Once Around the Park (albumy „Unity”, 1997; „This is the Sound of Music”, 2001; „#3”, 2005). Później ich drogi się rozeszły. Jakob związał się z Beautiful Day („Beautiful Day!”, 2002; „Live at Sun Ship”, 2007), The Pulse („The Pulse”, 2009), ale stanął także na czele własnego Kwartetu, do udziału w którym, obok Andersa, zaprosił gości zza Atlantyku – gitarzystę Kurta Rosenwinkela i perkusistę Paula Motiana („Around”, 1999). Swój Kwartet reaktywował zresztą przed dwoma laty, ale już w zupełnie innym – nazwijmy go „krajowym” – składzie („Unconditional Love”, 2022).
Christensen po rozstaniu z Dinesenem także nie narzekał na brak zajęć. Prowadził własne Trio („Dear Someone”, 2009), znalazł się w składzie skandynawskiego Kwintetu Tomasza Stańki („Dark Eyes”, 2009), ostatnio natomiast wsparł swoim talentem trębaczkę Anne Efternøler („Anne Efternøler & Lige Børn”). Najciekawszą postacią w tym zestawieniu jest jednak ten trzeci, tutaj grający głównie rolę bębniarza, czyli Laust Sonne. Tak naprawdę jest on niezwykle uzdolnionym multiinstrumentalistą; zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że istnieje instrument, na którym nie potrafi zagrać. Z równym powodzeniem radzi sobie (od 1999 roku) jako perkusista hardrockowo-glammetalowej formacji D-A-D, czyli Disneyland After Dark, muzyk stricte popowy (vide płyty publikowane pod własnym nazwiskiem), kompozytor ścieżek dźwiękowych do spektakli teatralnych i piosenek dla wokalistów z pogranicza popu i rocka, a teraz także i jazzman. W każdej ze swoich tak różnych ról staje na wysokości zadania.
O ile powrót do współpracy Dinesena i Christensena może wydawać się czymś w pełni naturalnym (w końcu razem zaczynali profesjonalną karierę), o tyle dokooptowanie do nich kogoś takiego jak Sonne na pewno było obarczone pewnym ryzykiem. Jak się okazało po publikacji „Blessings”, wszystkie wątpliwości można było odłożyć na półkę. Laust idealnie wpasował się w świat Jakoba i Andersa i nie był to tylko efekt jego profesjonalizmu. On w tę muzykę po prostu doskonale się „wczuł”. Lektura „Moonlight Drive” przekonuje, że kolejne dwa lata, jakie minęły pomiędzy nagraniami, nie były stracone – artyści poznali się i zrozumieli jeszcze lepiej. Na repertuar drugiego albumu tria składa się dziewięć kompozycji. By podkreślić panującą w zespole demokrację, Jakob, Anders i Laust uznali, że każdy z nich dostanie równe szanse, co przełożyło się na to, że w studiu zarejestrowano po trzy utwory każdego z nich.
Album otwierają dwie kompozycje Andersa Christensena. Pierwsza, „Ingrid”, jest dedykowana babce kontrabasisty. Trudno więc być zaskoczonym faktem, że to numer bardzo stonowany i delikatny, z niezwykłą partią saksofonu, który Jakob Dinesen wykorzystuje między innymi po to, aby przywołać różne style jazzu z zamierzchłej nieraz przeszłości. Biorąc pod uwagę kontekst, nie mogło zabraknąć również nastrojowej solówki kontrabasu, po której na plan pierwszy powraca, otulający wszystko dźwiękową kołdrą, subtelny saksofon. „Blue Ace” jest równie zwiewny, lecz dużo bardziej intensywny w warstwie rytmicznej; na tym tle pojawia się natomiast tchnąca optymizmem improwizacja Dinesena. Ale fragmentem najciekawszym jest ten, w którym Anders i Laust nawiązują wprost do stylu amerykańskich mistrzów Christensena – kontrabasisty Charliego Hadena i perkusisty Jacka DeJohnette’a. Solowy popis Sonnego to z kolei prawdziwy majstersztyk perkusyjnej liryki (sic!).
Trzeci w kolejności „Aveny T” to właśnie dzieło bębniarza. Powstało ono przed laty, w czasach kiedy Laust pracował w teatrze i między innymi tworzył piosenki dla klasyka duńskiego pop-rocka C. V. Jørgensena. Rozbudowana, senna introdukcja wprowadza słuchaczy w odpowiedni klimat, podkreślany leniwie snutą opowieścią saksofonisty, z którą z czasem coraz bardziej kontrastuje intensywny duet kontrabasisty i perkusisty. „Yahya” autorstwa Dinesena to z kolei utwór dedykowany Yahyi Hassanowi (1995-2020) – urodzonemu w Aarhus duńskiemu poecie i aktywiście o korzeniach palestyńskich (jego rodzice przenieśli się na Jutlandię w latach 80. XX wieku). W tym przypadku mamy do czynienia z kompozycją nadzwyczaj poetycką i balladową, z charakterystycznym motywem saksofonu nawiązującym do tradycji jazzu z lat 60.
W „Slacker” Laust Sonne starał się połączyć subtelność jazzu (vide partia saksofonu) z energią rocka (perkusja). Nie zdecydował się jednak na to, aby wychynąć z cienia, dlatego też, choć poczyna sobie z dużą mocą, przez cały czas trzyma się jednak drugiego planu, przy okazji też nie pozwalając wyrwać się Christensenowi. W efekcie przez większość czasu ton utworowi nadaje ewoluujący od eterycznego do dynamicznego saksofon. „Dino min Dino” to jeszcze odświeżona staroć. Anders wraz z nieżyjącym już kontrabasistą Nicolaiem Munchem-Hansenem (1977-2017) stworzył ją dla zespołu Once Around the Park. Przed laty nie została wykorzystana, więc postanowił przypomnieć ją teraz. Zaskoczeniem tym razem może być to, że trio skręca tu wyraźnie w rejony freejazzowe, choć akurat finał urzeka delikatnością i melodyjnością.
Numer tytułowy wyszedł spod ręki Lausta, który zagrał w nim nie tylko na bębnach, ale sięgnął również po saksofon altowy. Stąd właśnie rozbrzmiewający od pierwszych sekund duet saksofonowy, który w dalszej części przeradza się w prowadzony przez Sonnego i Dinesena dialog. Od pewnego momentu tym, który przeciera szlak, jest Laust, Jakob podąża za nim, skupiając się na repryzach głównego tematu. Mniej więcej w połowie czeka słuchaczy największa niespodzianka: muzycy postanawiają bowiem pójść na całość, podkręcając tempo i tym samym przeobrażając się w czteroosobową (pamiętajmy, że Sonne występuje tu w dwóch postaciach!) orkiestrę dixielandową. Przedostatni na liście utwór „Fela” (autorstwa Jakoba) to, jak nietrudno się domyślić, hołd złożony nigeryjskiemu ojcu afrobeatu Feli Kucie (1938-1997). Naturalne stają się w tym kontekście wstawki etniczne, z rozbudowaną sekwencją perkusjonaliów i wyrastające z nich freejazzowe improwizacje.
Na zakończenie, zapewne nie bez powodu, muzycy wybrali kolejne dzieło Dinesena – „New Beginning”. Tytuł wcale nie musi mieć tutaj charakteru przekornego. Zwłaszcza że Jakob postanowił dedykować tę kompozycję… przyjaźni. Można się zatem domyślać, że w ciągu ostatnich lat współpracy z Andersem i Laustem ich znajomość znacząco ewoluowała. Że zadowoleni z artystycznych efektów kooperacji, doszli do wniosku, iż warto ciągnąć to dalej. Tym samym zwieńczenie albumu „Moonlight Drive” może stać się jednoczesnym otwarciem – tytułowym „nowym początkiem” – kolejnego rozdziału. W warstwie muzycznej to jeszcze jedna bardzo stonowana opowieść; rytm nadaje jej powolny marsz kontrabasu i perkusji, wokół którego Dinesen buduje hipnotyczną narrację na saksofonie. Spośród zawartych na płycie kompozycji trudno byłoby wybrać bardziej trafną do roli tej, która zamyka i podsumowuje całą historię.
Saksofonista Jakob Dinesen, kontrabasista Anders Christensen i perkusista Laust Sonne spotkali się przed trzema laty, by otworzyć nowy rozdział w swojej karierze. Dwaj pierwsi znali się już sprzed lat, ale ten trzeci mógł nawet dla nich być pewną zagadką, ponieważ do tej pory kojarzony był raczej z innymi gatunkami muzycznymi niż jazz. Współpraca okazała się być na tyle satysfakcjonująca, że po albumie koncertowym ukazuje się właśnie jego studyjna kontynuacja – „Moonlight Drive”.
autor: Sebastian Chosiński
Editor's info
Jakob Dinesen, Anders Christensen and Laust Sonne are three heavyweights of Danish music, united by their all-embracing approach to music making. Their careers have seen them involved with household names of contemporary jazz including Aaron Parks and Kurt Rosenwinkel, afrobeat legend Tony Allen, popular Danish stadium rock band D-A-D and everything in between.
A followup to their 2021 release ‘Blessings’, their raw, live, chord-less trio record ‘Moonlight Drive’ is set to release on September 8th on April Records.
A coming together of Scandinavian jazz, the avant-garde, chamber music, and rock and roll, Moonlight Drive’s intriguing sound separates the essence of what jazz is from its cliché’s and idioms to create something truly different. The ensemble’s laid back, simplistic, and yet completely immersive playing style is full of groove, lyrical melody, rich harmony, and texture, all without the inclusion of a harmony instrument such as the piano or guitar.
Evolving from intimate sparseness and comfort to energetic improvisations that challenge the listener with tension and atonality, what is ever apparent is that these are musicians that play to serve the music, not their own egos.
With compositions from each member of the three piece, the record is a collection of musical statements and wordless stories that pay tribute to their greatest muses and strongest relationships.
Through ‘Ingrid’ Christensen encapsulates his deep love for his Grandmother, ‘Yahya’ is Dinesen’s tribute to Danish poet Yahya Hassan who tragically passed away too soon, ‘Aveny T’ is Sonne’s musical reminiscence of a performance in Copenhagen’s theatre by the same name, while the final track ‘New Beginnings’ is an ode to the bonds of friendship between the three musicians.
UKvibe.org - 4/5
Tenor saxophonist Jakob Dinesen, bassist Anders Christensen and drummer Laust Sonne are three heavyweights of Danish music. Their careers have seen them involved with household names of contemporary jazz including Aaron Parks and Kurt Rosenwinkel, afrobeat legend Tony Allen, popular Danish stadium rock band D-A-D and everything in between. Playing with a unified verve and sonic freedom, together they form a trio in the truest sense; one where all three musicians collaborate equally on a high level of music making. “Moonlight Drive” is the followup to their 2021 release “Blessings”, and their raw, live, characterful music continues to impress.
The trio take their influences from all points of the musical compass – a coming together of Scandinavian jazz, the avant-garde, chamber music, and rock and roll. I love their organic sound. It’s both earthy and natural, never forced and and always immersive. Deceptively full of groove, with stylish lyrical melodies, rich harmonies and sumptuous textures, the band understand well how to express themselves, all without the inclusion of a harmony instrument such as the piano or guitar.
Evolving from intimate sparseness and comfort to energetic improvisations that challenge the listener with tension and atonality, what is ever apparent is that these are musicians that play to serve the music, not their own egos. Each member contributes toward the compositions on the album, again something I personally like to see, making this recording a collection of musical statements and wordless stories that pay tribute to their greatest muses and strongest relationships.
All nine tracks have something purposeful to offer. In some ways, the trio remind me of some of Paul Motian’s best work featuring Joe Lovano. The title track is a good example, with its thoughtful, sparse musings building towards an outpouring of post-bop expression, before ending in brooding style. The hymn-like “Yahya” revels in its own quietly ruminating spiritual dance. The groove is deep and sharply in focus on the excellent “Blue Ace”, with the bluesy fluidity of “Fela” catching this listener’s ear. All of the tunes have a keen element of theatre to them, without ever becoming dramatic in an artificial kind of way. And that’s the natural beauty of this trio – completely honest and open, performing with an instinctive character that propels their music beyond the obvious bonds of kinship and unity.
by Mike Gates
jazzviews.net
Dinesen is really good at varying the volume and intensity of his playing to create excitement.
Jakob Dinesen’s new CD, MOONLIGHT DRIVE, made me think of Sonny Rollin’s “Way Out West.” They’re the same setup, tenor sax, bass, and drums. Sure, Rollins and Dinesen are completely different players.
Rollins is loud. People thought he’d break his horn because he blew so hard. That’s not Dinesen. Introspection is more his domain.
‘Ingrid’ shows what a subtle and nuanced player Dinesen is. Anders Christensen on bass and Laust Sonne on drums have this beautiful chemistry that’s a joy to hear.
“Moonlight Drive’s intro is serene. Laust Sonne steps away from the drums and plays a spunky alto ssx. He starts out sounding like he’s a west coast player but then switches to bebop mode.
Things get exciting when Dinesen joins in. Both play louder, faster, and then the music settles back to what it sounded like in the intro. Dinesen is really good at varying the volume and intensity of his playing to create excitement.
"Fela" is a tribute to the Nigerian musician Fela Kuti. Dinesen, Christensen, and Sonne played with Fela’s drummer Tony Allen; the inventor of Afrobeat. ‘Fela ’has a lot of rhythm and Sonne’s drumming is as compelling as Allen’s.
Dinesen probes the upper register of his tenor on ‘Dino Min Dino ’while the rhythm machine of Christensen and Sonne propel things along. It’s a pleasant ride.
“Way Out West” was the very first time tenor sax, bass, and drums were recorded as a group. Now saxophone trios are pretty common. Joe Henderson, Johnny Griffin, Joe Lovano, and Joshua Redman have all used the format. Jakob Dinesen is in good company.
by Tim Larsen
muzycy:
Jakob Dinesen – Tenor Saxophone
Anders Christensen - Double Bass
Laust Sonne – Drums (Plus Alto Saxophone on ‘Moonlight Drive’)
utwory:
1. Ingrid 05:24
2. Blue Ace 03:33
3. Aveny T 05:14
4. Yahya 04:02
5. Slacker 04:10
6. Dino min Dino 04:45
7. Moonlight Drive 08:02
8. Fela 05:13
9. New Beginnings 04:28
wydano: September 8, 2023
nagrano: Recorded at The Village Recording, Denmark, October 30-31, 2022
more info: www.aprilrecords.com
Opis