search

Sonny Landreth: Blacktop Run

59,99 zł
Brutto
Ilość

 

Polityka prywatności

 

Zasady dostawy

 

Zasady reklamacji

Blues & Rock/Rythm & Blues
premiera polska:
2020-02-21
kontynent: Ameryka Północna
kraj: USA
opakowanie: Digipackowe etui
opis:

magazyngitarzysta.pl - ocena 7/10
Choć zapewne mało kto widziałby Landretha w panteonie gitarowych bogów, to amerykański muzyk zdążył zaskarbić sobie szacunek choćby Johna Mayalla, w którego zespole grał, czy Erica Claptona – Slowhand uznaje Sonny’ego za jednego z najbardziej zaawansowanych technicznie gitarzystów na świecie.

Zresztą rzadko który instrumentalista potrafił stworzyć tak charakterystyczny styl gry jak Sonny Landreth. Nazywa się go „The King of Slydeco”, przy czym „slydeco” to neologizm odnoszący się do dwóch pojęć: techniki slide i zydeco - stylu muzycznego z Luizjany. Landreth rurkę slide nasuwa na najmniejszy palec, dzięki czemu reszta dłoni może bez problemu spacerować po gryfie, a na kciuk zakłada piórko, co pozwala na szybkie przejścia pomiędzy grą opuszkami a kostką.

Na najnowszym, czternastym albumie Landreth do Luizjany zabiera nas znowu nie tak często, zazwyczaj w kawałkach akustycznych: w tytułowym, przesiąkniętym estetyką muzyki drogi „Blacktrop Run”, w nawiązującym delikatnie do estetyki i brzmienia Marka Knopflera i Dire Straits, instrumentalnym „Lover Dance With Me”, skocznym, delikatnie festyniarskim country „Mule” i pogodnym bluesiku „Don’t Ask Me”. Zydeco nie jest więc tu stylistyką jakoś specjalnie dominującą.

Dużo ciekawiej wypadają trochę inne rejony muzycznych inspiracji. Przede wszystkim świetny, nieco chropowaty blues „Groovy Goddess” z porywającymi solówkami slide; napędzany rytmami flamenco „Beyond Borders” (ponoć pierwotnie napisany dla Carlosa Santany na album „From the Reach” z 2008 roku, krążka nagranego w asyście wielkich gitarzystów, m.in. Knopflera, Claptona, Robbena Forda czy Vince’a Gilla) czy nakręcany świetnym groove’owym rytmem „Somebody Gotta Make a Move” – ogólnie sekcja współpracujących z Landrethem od lat basisty Davida Ransona i perkusisty Briana Brignaca wypada na „Blacktop Run” niezwykle przekonująco. Niemniej interesujący jest łączący country z bluesem „The Wilds of Wonder” czy wieńcząca album ballada „Something Grand”, po raz kolejny bliska ostatnim dokonaniom Marka Knopflera, który tak jak Sonny Landreth czerpie z brzmień amerykańskiego folku.

To co najciekawsze na nowej płycie Sonny’ego Landretha to ponownie techniczna biegłość i warsztat muzyka - te niezwykle płynne przejścia albo granie na raz palcami, slide i kostką. Momentami aż ciężko uwierzyć, że wszystko to jest dziełem jednego muzyka, tym bardziej, że solówki zawsze są pięknie podładowane energią i przykuwają uwagę i to bez względu czy na gitarach akustycznych czy elektrycznych. Dużo dobroci i kolorów władował w kompozycje klawiszowiec Steve Conn na swoim Hammond B-3 i elektrycznym pianinie Wurlitzer.

Sonny Landreth ostatnio coraz mocniej zaznacza swój udział w bluesowym świecie. „Recorded Live In Lafayette” z 2017 roku był nominowany do nagrody Grammy, a „Bound by the Blues” (2015) do Blues Music Awards. „Blacktop Run” to kolejna solidna pozycja od genialnego gitarzysty. Album, który może nie jest jakoś wybitnie oszałamiający czy porywający, ale słucha się doskonale i te 35 minut będzie czystą frajdą dla lubiących blues, amerykański folk, country i zydeco.
autor: Grzegorz Bryk

bluesrockreview.com - The Review: 9/10
How is Sonny Landreth like baseball’s 2017 Houston Astros, recently revealed to have stolen signs from opposing pitchers? It’s a question we’re all asking. One of the interesting aspects of the Astros’ sign-stealing is the debate around just how helpful it is to know what pitch is coming next. Some players like to know what to expect and others don’t find it helpful. With Landreth, the brilliant guitarist, you always know what to expect: beautiful slide lines laid over Cajun-derived grooves. But knowing what’s coming doesn’t make his albums, like Blacktop Run, any less enjoyable. He’s not about delivering a surprise, so much as he’s about delivering great music.

The genius of Landreth’s playing is his lyricism. Elmore James perfected modern electric blues slide guitar and Duane Allman took it to a different level, figuring out how to fold in country and rock. Landreth, an Allman acolyte (he owns a piece of an Allman-worn shirt, the now-magical shirt a gift from Eric Clapton to Allman during the Layla and Other Assorted Love Songs sessions), consistently captures Allman’s sense of melody and drama. His playing is clean and pretty, with a tone like a violin. Landreth’s playing never overpowers. Instead, he dazzles with slide lines that have the natural beauty of a bird gliding along a gust of wind.

That’s what you get every album. So an instrumental like “Beyond Borders” is fairly standard Landreth. His slide explores some Middle Eastern melodies, Steve Conn provides some very pretty piano, and you never miss the vocals. The songs are interesting, but don’t spin out too far. There are verses and choruses and familiar structures. It’s just that Landreth lets his slide do the talking for him.

Except when he actually sings himself. Landreth has a nasal voice, that while not in Bob Dylan territory, is distinctive. I’m a fan, mostly because it’s almost the opposite of his slide work, which is boldly confident and precise. Having said that, his voice and slide mesh unusually well on “Don’t Ask Me,” which sounds like a Louisiana standard but is actually written by Conn. There’s accordion and cajón percussion, but Landreth steals the show, with some impossibly lovely acoustic slide work that has the feel of genuine Delta blues, but that’s also way more complex and sophisticated. His voice evokes the swamp and adds a down-home charm to the tune.

And make no mistake. Landreth’s charm is what powers much of this album. “Mule” is familiar country-by-way-of-the-Bayou rock, but Landreth’s voice gives it an earth-bound sincerity while his slide takes the tune into space. Not space in the jazz way, but with melodies that come at you so fast, you can’t even process how gorgeous they are. Songs bounce around like lumbering trains coming down a track, while his slide nimbly races in and out of the beats. Landreth’s playing is technical, but you don’t necessarily notice because it also sounds so relaxed and natural.

When I say that knowing what to expect doesn’t necessarily change your response, it’s not a defense of the Astros so much as a reflection of how impressive Landreth is. His music is remarkably consistent, which in many ways makes it harder for him to thrill. Landreth has his sound and captivates us by continuously finding new ways to make beautiful music within the surprisingly broad genre of Louisana blues. Like the closer who only throws fastballs and still gets outs, Landreth catches us joyfully listening across every moment of this album and while we’re probably not surprised, we’re certainly delighted. Every time.
by Steven Ovadia

muzycy:
Sonny Landreth: Guitar, Vocals
Steve Conn: Keyboards
David Ranson: Bass
Michael Burch: Drums (tracks: 6)
Brian Brignac: Drums, Percussion

utwory:
1. Beyond Borders
2. Blacktop Run
3. Don’t Ask Me
4. Groovy Goddess
5. Lover Dance With Me
6. Many Worlds
7. Mule
8. Somebody Gotta Make A Move
9. Something Grand
10. The Wilds Of Wonder

wydano: Feb 21, 2020

PRD75822

Opis

Wydawca
Provogue
Artysta
Sonny Landreth
Nazwa
Blacktop Run
Instrument
guitar
Zawiera
1CD
Data premiery
2020-02-21
chat Komentarze (0)
Na razie nie dodano żadnej recenzji.