Kategorie

Something Rain


  • Kod: LUCKYDOG102
  • Producent: City Slang (DE)
  • Kod producenta: 4250506803513
  • Wykonawca: Tindersticks
  • Nośnik: CD
  • Cena: 59,99 zł
  • Poleć produkt

Indie Pop / Avant Pop / Muzyka alternatywna
premiera polska:
2012-02-16
kontynent: Europa
kraj: Anglia
opakowanie: kartonowe etui
opis:

ArtRock.pl - ocena: 8+ Absolutnie wspaniały i porywający album:
Ale mną to pozamiatało…!

No i najpewniej problem płyty roku mam z głowy. Jak zwykle, od wielu lat, zanim się dobrze ociepli. Wyjątkowe jest jednak to, że jest to znowu Tindersticks. Takie rzeczy to się raczej nie zdarzały – na przestrzeni ostatnich dwudziestu kilku lat, od czasu, kiedy robię sobie takie prywatne, roczne podsumowania, nigdy na pierwszym miejscu nie powtórzył się żaden wykonawca. Tindersticks będą chyba pierwsi.

Raptem dwa lata temu, również w zimie, ukazało się „Falling Dawn The Mountains”, a tu bęc, jest już nowsza. Jak za starych dobrych czasów, kiedy szanujące się zespoły wydawały swoje płyty na zasadzie „co rok prorok”, albo góra co dwa lata.

Różnią się te dwie płyty dość mocno, tak mocno jak to tylko możliwe. W zasadzie ich koncepcja jest różna. „Falling…” starannie przygotowana, nagrana, można powiedzieć dopieszczona, do tego to właściwie same piosenki. A nowa – o piosenkach raczej trudno mówić, bo w większości to muzyczne impresje czasami oparte na kilku dźwiękach. Oczywiście, kilka piosenek też tu znajdziemy, ale na „The Something Rain” główny nacisk położono nie na samą muzykę, a na kreowanie za jej pomocą odpowiedniego nastroju. Poza tym jest bardziej spontaniczna niż poprzednia, sprawia wrażenie, jakby ta muzyka powstawała sama. Albo przyszła do studia i powiedziała: „Dzień dobry! Jestem muzyką na wasz nowy album, proszę mnie nagrać.” Udało im się to co, co nie udało się Kate Bush na ostatniej płycie – pójście w „klimaty” bez przynudzania. W dziewięciu przypadkach na dziesięć takiej płyty słucham raz, pierwszy i ostatni, z utęsknieniem czekając końca. Jej końca. Ale nowe Tindersticks to jest właśnie ten dziesiąty przypadek.

Czasami już przy pierwszych dźwiękach jakiejś płyty wiem, że można się po niej spodziewać dużo dobrego. Wystarczyło mi kilkanaście sekund „Chocolate” i wiedziałem, że tak będzie i teraz. Gadany numer „zwieszony” na jednym, dwóch akordach gitarowych, do tego dyskretny akompaniament. Dopiero gdzieś pod koniec bardziej wybucha dźwiękowo, głównie dzięki dynamicznej partii saksofonu. To jest start od bardzo wysokiego C, aż można było się obawiać, czy starczy inwencji na resztę płyty. Starczyło. Chociaż pewnie lepszych rzeczy już tu nie znajdziemy. Ale i tak pozostałe też są bardzo dobre (znakomite „Slippin’ Shoes”, „A Night So Still” i „Come Inside” – chociażby).

Czy „The Something Rain” „przeskoczyło” swoją poprzedniczkę? Może tak, może nie. Chociaż wydaje mi się, że tak, bo jest bardziej… magiczna (nic innego nie przychodzi mi teraz do głowy, może kilka osób zrozumie o co mi chodzi). Prawdę mówiąc i tak nie ma to żadnego znaczenia. Obie są naprawdę wspaniałe, jedne z najlepszych w dorobku Tindersticks. To jest powrót do najlepszych czasów grupy, do debiutu, Dwójki, czy „Courtains”, kiedy Staples i koledzy zaczarowali swoją muzyką pokaźny zastęp słuchaczy.
autor: Wojciech Kapała


www.fyh.com.pl - ocena: 8.5/10:
Najlepszy album Tindersticks od bardzo dawna.

Nawet gdybym nie miał The Something Rain, to przesiadując stosunkowo często w warszawskim Beirucie mógłbym napisać tę recenzję, będąc przy tym całkiem nieźle (żeby nie powiedzieć „bardzo dobrze”) osłuchany z dziewiątą już płytą Tindersticks. Na szczęście album mam, więc nie będzie po łebkach. Ale wpierw w skrócie – to bardzo ładny longplay. Było telegraficznie skrótowo.

Tindersticks nagrali naprawdę dobry album. Elegancja – to słowo nasuwa się jako pierwsze i zagnieżdża się w głowie aż do końca ostatniego na płycie „Goodbye Joe”. Bo jak inaczej rozumieć przejmującą, dziesięciominutową melorecytację w akompaniamencie ambientowo-lounge-jazzowych kompozycji? Zwłaszcza gdy ta muzyka rozwija się i wpasowuje idealnie w ciąg opowiadanej przez Stuarta Staplesa historii.


The Something Rain przynosi nowość. Nowość nowego (tak, wiem, pleonazm wyszedł) zespołu. Dziewiąta płyta Tindersticks to smętny majstersztyk, dryf po wodach smutku i melancholii. I nieważne, czy melodia będzie wesoła (np. w przypominającym Roxy Music gdy Brian Eno już nie był w zespole, a przed wydaniem Avalon – „Slippin’ Shoes”), smętna („Medicine”), wypełniona namiętnością („Come Inside”) czy niepokojem (free jazzowe „Frozen”), bo wszystkie te utwory są rzewne, zapełnione rozpaczą.

I dojrzałością. Bo dwadzieścia lat na scenie (z małą przerwą), dziewięć albumów i ogromny bagaż życiowych doświadczeń były tą właściwą podstawą do najlepszej od czasów Curtains płyty bandu z Nottingham. Jasne, Falling Down a Mountain był niejako najbardziej spójnym materiałem Tindersticks w ostatnich latach, jednak to najnowsze dzieło Brytyjczyków wymaga ogromnej uwagi i poświęcenia czasu przy słuchaniu tych dziewięciu kompozycji. Bo za każdym razem, gdy włoży się płytę do odtwarzacza/ naciśnie play w iPodzie, kolejne muzyczne zwroty akcji przynoszą coś nowego. I chociaż jest smutno, gdzieś w tych kompozycjach tli się ciepło i swoiste bezpieczeństwo.

Tindersticks grają muzykę dla trzydziestolatków i „więcej”. Jednak to bardzo ładna muzyka, która przemawia także do ludzi młodszych. The Something Rain nie jest dziełem wybitnym, płyta roku r a c z e j nie zostanie, ale wypełnione jest emocjami i uczuciami przyciągającymi słuchacza. Ją chłonie się całym sercem.
autor: Piotr Strzemieczny

Editor's info:
The Something Rain brims and bristles with canny narrative thrust. Slinky, supple compositions are spiked with plenty of barbed edges and sparkling fizz. Right out the gate, album opener "Chocolate" features David Boulter's sequel to the spoken-word classic "My Sister" from Tindersticks' 1995 eponymous release. Boulter narrates the story while the band works up a brilliant, brewing crescendo, abetted by the swirling horns of long-time collaborator Terry Edwards. This is indeed a new Tindersticks classic edgier, more exuberant and more expansive.

muzycy:
David Boulter, Neil Fraser, Earl Harvin, Dan McKinna, Stuart A. Staples

With Thomas Bloch, Terry Edwards, Gina Foster, David Kitt, Andy Nice, Julian Siegel and Will Wilde

Mastered By John Dent at Loud

utwory:
chocolate
show me everything
this fire of autumn
a night so still
slippin’ shoes
medicine
frozen
come inside
goodbye joe

wydano: 2012-02-16
nagrano: Recorded and mixed by Stuart A. Staples at Le Chien Chanceux, May 2010-September 2011
more info: www.cityslang.com
more info2: www.tindersticks.co.uk

Obrazek 1

Obrazek 1


Obrazek 1


Obrazek 1


partner wydawnictwa: