Категории

Dropsonde


  • Код: BS083CD
  • Производитель: BeatService Records (NO)
  • Код производителя: 7035538885198
  • Цена: 58.99 zł
  • Порекомендовать продукт

Współczesna Elektronika
premiera polska:
2012-06-21,
Wydawnicto Audiofilskie

kontynent: Europa
kraj: Norwegia
opakowanie: digipackowe etui
opis:

opis dystrybutora
Są takie albumy, w których dźwięku chciałoby się po prostu tylko zanurzyć . Pełne przyjemnych dźwięków i efektów bliskie szmerowej ciszy, ofiarują nam możliwość wchodzenia do równoległego
wszechświata, odcinającego się od gorączkowego wyścigu i nerwowości dnia powszedniego. Nikt i nic nie krzyczy w twarz, jest wystarczająco dużo przestrzeni, by pozwolić własnym myślom unosić się w
zgodzie tonów z muzyką.

Nowy album studyjny Biosphere - bardziej przystępny niż ostatnie dzieła, nawiązuje do wielkich albumów jak "Substrata" i "Patashnik". Biosphere to główny projekt norweskiego artysty Geira Jenssena, posiadającego bardzo obszerną dyskografię. "Microgravity" i "Patashnik", dwa albumy
wyznaczające nowe style i kierunki albumy, które ukazały się w legendarnym belgijskim R&S należą już do klasyki współczesnej muzyki elektronicznej. Ostatnie cztery dzieła ukazały się w Touch i wskazują
na przejście do bardziej organicznych, ambientowych kompozycji. Z racji swego skandynawskiego pochodzenia jego płyty bywają określane jako "arktyczny ambient", krytyka muzyczna reaguje zresztą od lat z euforią na nowe płyty Biosphere.
"Dropsonde" to jednak całkowicie nowa droga Jenssena, czerpiąca z jazzowej tradycji Milesa Davisa i Jona Hassella, pulsacyjna i hipnotyczna kombinacja elektroniki i jazzu.

Jon Savage: "As with all of the Biosphere albums, the music draws you in and makes you want to listen and feel. Jenssen's work acts on a very emotional level, one that encourages you to drift away into a haze of images and scenes brought to you by the music, where spectacular beauty hides unseen danger. Intense and moving, but comforting and soothing at the same time."

popupmusic.pl:
Pod nazwą Biosphere kryje się postać wybitnego przedstawiciela skandynawskiej elektroniki Geira Jenssena. Jest on znany jako twórca tzw. "polarnego ambientu", który stał się w pewnym sensie jego znakiem rozpoznawczym i charakteryzował się samplowaniem dźwięków, które nasuwały słuchaczowi polarne skojarzenia. Do najbardziej znanych płyt z tego gatunku można zaliczyć płytę, od której wszystko się zaczęło, czyli "Microgravity", czy też słynną w kręgach ambientowych "Substrate". Ostatnie dzieło Jenssena "Autour de la Lune" (2004) spotkało się z bardzo różnymi reakcjami. Spowodowane to było zmianą stylistyki i pogrążeniu się autora w hermetycznym świecie minimalizmu dźwiękowego. Osobiście przyznam, że ta płyta mnie bardzo rozczarowała, szczególnie, że nie wnosiła niczego nowego i była wręcz niewyraźna. Dlatego z obawą czekałem na nowe nagrania Norwega. Opłacało się.

"Dropsonde" jest trochę powrotem do dźwięków, które były tak charakterystyczne dla najlepszych płyt Biosphere. Znajdziemy na niej nie tylko minimalistyczne, wręcz oniryczne klimaty jak na otwierającym płytę "Dissolving Clouds", czy też "From a Solid to a Liquid", ale również kompozycje tętniące życiem, budzące skojarzenia z niektórymi utworami z "Substrate", czy też późniejszego "Cirque". Jenssen czerpie na nich inspiracje z muzyki pokrewnej temu, co tworzy Jan Jelinek, a więc sampluje elementy jazzu z niezwykle ciekawie pulsującym basem jak np. "Birds Fly By Flapping Their Wings"- co ciekawe Biosphere wykorzystał w tym utworze dźwięki otoczenia z bazy wspinaczkowej w Tybecie (nagrane w Cho Oyu na wysokości 5700 m.). Wykorzystuje również sample perkusyjne, które dodatkowo nadają płycie autentyczności i oryginalności. "Dropsonde" jest niewątpliwie eksperymentem, oraz kolejnym krokiem w ewolucji artysty, co przejawia się w tym, że "mroźne" dźwięki zostały zastąpione zdecydowanie cieplejszym brzmieniem. Ciekawym zabiegiem estetycznym jest wprowadzenie brzmień nasuwających skojarzenia z trzaskami płyty magnetofonowej, co w połączeniu z jazzującym klimatem perkusji daje poczucie cofnięcia się w czasie - taki trick został fajnie wykorzystany w "Fall in Fall out". Całość zamyka ambinetowy "People Are Friends", który jest dziesięciominutową podróżą wgłąb dźwięków przypominających zloopowane instrumenty klawiszowe, wraz z samplami kobiecego głosu, który dodatkowo podkreśla klimat tajemnicy.

Bardzo spodobała mi się ta produkcja. Jest oryginalna, wielowymiarowa a przez co nie nudzi, tak jak poprzedni album. Gdybym miał ją porównać do poprzednich produkcji, to nasuwa mi się skojarzenie z "Cirque", którą uważam za najlepsze dzieło Biosphere. Dlatego bez żadnych oporów polecam ją każdemu miłośnikowi twórczości Geira Jenssena i elektroniki spod znaku ambinetu.
autor: Łukasz Marciniak

www.nowamuzyka.pl:
Tą płytę poznawaliśmy na raty - okrojona werja "Dropsonde" pojawiła się pod koniec ubiegłego roku na limitowanym winylu, skutecznie robiąc smaka wszystkim fanom Geira Jenssena. Smaka tym większego, że sam autor zapowiadał powrót do brzmień, dzięki którym zdobył sławę, i które w ostatnim czasie zdawał się nieco zaniedbywać. Poprzednie jego propozycje - "Shenzhou" [2002] oraz "Autour de la Lune" [2004] okazywały się czystej krwi eksperymentami, które - choć darzone szacunkiem - nie potrafiły wzbudzić jakichkolwiek większych emocji. Wydawało się, że Jenssen na dobre osunie się w obszar eksperymentalnych, minimalistycznych wojaży, że jego kolejne propozycje kierowane będą do coraz mniejszego, hermetycznego grona biosferycznych zapaleńców. Na szczęście jednak pojawiła się "Dropsonde"
Płyta faktycznie pełna jest dość śmiałych odniesień do wątków pojawiających się na klasycznej "Substracie" czy późniejszym "Cirque". Jenssen nie poprzestaje jednak na ich prostej kontynuacji; "Dropsonde" jest raczej próbą pociągnięcia kilku słynnych, polarnych elementów w nowe dźwiękowe obszary, determinowane przez stricte jazzowe fascynacje [autor przyznaje się do inspiracji m.in. Milesem Davisem]. Momentami norweski mistrz polarnej elektroniki na milimetry zbliża się do twórczości Jana Jelinka, osadzając jazzujące pętle na tle charakterystycznych, ambientowych rozmazań ["In Triple Time"]. Innym razem artysta nacisk kładzie na ciepły powiew winylowych trzasków, nadających jego dźwiękom ciekawy, bardzo "ludzki" wymiar. Wszystko podszyte jest obowiązkowym podskórnym pulsem, transem krążących wokół sampli, w końcu również ciepłem, bijącym z tego materiału bardzo wyraźnie. Tak jak po kosmicznym "Patashniku" przyszła organiczna "Substrata", tak po księżycowej i sterylnej "Autour..." pojawia się "Dropsonde", będąca muzyczną interpretacją odbytych przez Jenssenach podróży [pojawiają się nagrania dokonane m.in. w Tybecie], jednocześnie pełna nieśmiałych zabrudzeń i pozornych niedbałości. Jak zwykle również w przypadku Biosphere mamy okazję wysłuchać brzmień, których pochodzenie pozostaje wciągającą zagadką - tak jak w przypadku ostatniego utworu na płycie, wymagającego skupienia, jednocześnie będącego idealnym zakończeniem tej dobrze przemyślanej polarnej układanki.
Skoro "Dropsonde" wraca do klasycznych biosferycznych nagrań, czy powinniśmy ją z nimi porównywać? Oceniać na ich tle? Chyba nie ma sensu, nowa płyta co prawda nie wytrzymałaby konkurencji z przełomową "Substratą", pozostanie jednak istotnym ogniwem w twórczości Geira Jenssena - artysty niezwykle dojrzałego, umiejętnie i twórczo interpretującego swój własny, niebagatelny dorobek.
Autor: Krzysiek Stęplowski

Editor's Info:
Widely regarded as one of Norwegian electronic music's most important artists, Biosphere's [Geir Jenssen] career spans nearly two decades, several albums, lots of remixes, various sound installations, commissions, soundtracks and even the odd Himalayan summit.

You may recognise his work without knowing it, so frequently does it crop up on TV trailers and idents. In the early 1990s he was a pioneer of so-called 'Ambient Techno', but since then, he has refined his sound into something more magnetic and enduring.

Dropsonde' isn't a soundtrack like the interwoven 'Substrata' nor an episodic journey in the way that 'Autour de la Lune' is. Here Geir Jenssen is pushing new directions towards the jazz colours of Miles Davis and Jon Hassell, whilst re-invigorating the pulse and projection of his signature sound: a hypnotic combination of pleasure and dread.

The spatial aspects some have dubbed "Arctic sound" but it summons strong feelings, or as Exclaim from Canada put it, "in order to climb higher, you must first go deeper". Jon Savage adds: "As with all of the Biosphere albums, the music draws you in and makes you want to listen and feel. Jenssen's work acts on a very emotional level, one that encourages you to drift away into a haze of images and scenes brought to you by the music, where spectacular beauty hides unseen danger. Intense and moving, but comforting and soothing at the same time."

[A 'dropsonde' is a weather reconnaissance device designed to be dropped from an airplane or similar craft at altitude to take telemetry as it falls to the ground. It typically relays information to a computer in the dropping airplane by radio. The fall may be slowed by a parachute. Information collected by a typical dropsonde may include wind speed, temperature, humidity, and atmospheric pressure.]
www.dustedmagazine.com:
At work above the Artic Circle for around 15 years, Biosphere's last few records have shown Norwegian Geir Jenssen using subtle conceptual tweaks to build upon the landmark gossamer style he came close to perfecting with 1997's Substrata. While Shenzou's Debussy reworkings and Autour de la Lune's mining of a French radio play based on Jules Verne's De la Terre a la Lune provided welcome abstractions, there's a certain unwanted heavy-hand that settles over Dropsonde's approach of modal jazz structures and appended percussion. Whereas Jenssen had previously allowed his instrumental loops, samples and gauzy textures to traffic in hints and innuendos, here they become overstated and bluntly obvious. Melody is the focus, and while that's not necessarily a bad thing, this emphasis forces the loss of some of the brilliant sheen that made his other records so intoxicating.

Originally released as a six-song LP, the CD version of Dropsonde doubles the length of the vinyl and still manages to omit one track from the original release. The major problem here comes from the added percussion. While not affixed to every track, Jenssen's sampled drum loops sound as if they were stapled to his pieces as a mere afterthought, and generally his rhythmic counterpoints lack variation throughout the course of his tracks. Previously cadences were implied, but here they come front and center. This isn't really bad, per se, and when the titular signature kicks on "In Triple Time," the effect is actually quite sublime. But there wasn't much of a need to muddy up the birdsong recordings on "Birds Fly by Flapping Their Wings" with generic drum patterns when his typical exegesis would have done just fine. Likewise, the pronounced blurps of "Altostratus" chafe a bit too much, while the harder loop of "Sherbrooke" sounds like an unwelcome return to the click + cut aesthetic.

There are patches of brilliance throughout Dropsonde, however, even with the added skins. "Daphnis 26" approaches Jan Jelinek-worthy loops by holding the percussive patterns at bay - they threaten to pulse hard, but Jenssen always manages to pull back on the reins. For those seeking a return to his earlier highlights, "From a Solid to a Liquid" capably soundtracks transference to melodic whisps, while "Warmed by the Drift" glacially stretches string tones to an effect that almost sounds like bowed ice blocks.

Ultimately, it would be horribly unfair to fault Geir Jenssen for attempting to reach outside of his soundworld in a manner such as this. After all, a lack of variation has undone quite a few musicians who haven't been going for nearly as long. However, much of the Biosphere catalogue earned repeated spins because multiple listens were necessary to fully grasp the intricacies of Jenssen's work. Here, the emphasis on modal structures reveals too much too quickly, and the loss of the subtle makes the album just a bit forgettable. Still, it shows that Geir has plenty of tricks up his sleeve even after a decade and a half of work. Whatever comes next will undoubtedly still be worth a listen.
By Michael Crumsho

utwory:
01 Nook & Cranny
02 Le Grand Dome
03 Grandiflora
04 Black Lamb & Grey Falcom
05 Miniature Rock Dwellers
06 When I Leave
07 Iberia Eterea
08 Moistened & Dried
09 Algae & Fungi part I
10 Algae & Fungi part II
11 Too Fragile to Walk On


total time - 69:51
wydano: 2006
more info: www.beatservice.no
more info2: www.biosphere.no
Morals and Dogma
69.99 zł
Cirque
58.99 zł
Microgravity
58.99 zł
Patashnik
58.99 zł
Insomnia
58.99 zł
Supersilent 10
75.99 zł
Kultikula
34.99 zł
Near Nadir
66.99 zł
Class Insecta
66.99 zł
Green Light
41.99 zł
Hei
58.99 zł
Black Narcissus
66.99 zł
Cathode
66.99 zł
Seven Lines
41.99 zł
Miniatures
69.99 zł

Obrazek 1

Obrazek 1


Obrazek 1


Obrazek 1


partner wydawnictwa: