Categorías

Takin' Off / Hub-Tones [Vinyl 2LP]


  • Código : VP80782
  • Fabricante : Vinyl Passion Records (ES)
  • Código del fabricante: 8719039003747
  • Precio: 98.99 zł
  • Recomendar el producto

Straightahead / Mainstream Jazz
premiera polska:
2018-06-07
kontynent: Ameryka Północna
kraj: USA
opakowanie: kartonowe etui
opis:
O płycie „Takin' Off”

JazzPress:
„Takin’ Off” to jeden z najbardziej błyskotliwych debiutów wszechczasów. Płyta została nagrana w czasie jednej długiej, zapewne nocnej sesji nagraniowej w studiu Rudy Van Geldera w Engelwood Cliffs, 28 maja 1962 roku. W ciągu kilkunastu miesięcy od debiutu Herbie Hancock nagrał równie rewelacyjne albumy – „My Point Of View”, „Inventions And Dimentions”, i „Empyrean Island”, a także rozpoczął współpracę z jednym z najsłynniejszych składów Milesa Davisa, z którym już w rok po swoim solowym debiucie nagrał pierwszą płytę – „Seven Steps To Heaven”.

Każda z wymienionych płyt powinna znaleźć się w Kanonie Jazzu. Pewnie wszystkie do niego kiedyś trafią. Najwygodniej zacząć zatem od pierwszej. Przed nagraniem „Takin’ Off” Herbie Hancock miał już za sobą kilka sesji nagraniowych i szereg koncertów w zespole Donalda Byrda. Dla mnie do dziś pozostaje tajemnicą, jak debiutujący pianista, nawet z rekomendacją lidera zespołu, w którym grał mógł zebrać w studiu taki gwiazdorski skład. Freddie Hubbard miał już przecież wtedy na koncie kilka płyt i z pewnością jego uczestnictwo w sesji było świadomym wyborem, przecież Herbie Hancock mógł zaprosić na nagranie Donalda Byrda, który na pewno zgodziłby się pomóc w nagraniu debiutanckiego albumu swojemu pianiście. Na kolejnych płytach Herbie Hancock można zresztą usłyszeć charakterystyczny ton trąbki Donalda Byrda. Dexter Gordon był wtedy u szczytu sławy – szykował właśnie materiał na jedną ze swoich najlepszych płyt – „Go”.
Płytę rozpoczyna jeden z największych przebojów w dorobku nagraniowym i kompozytorskim Herbie Hancocka, jedna z najbardziej rozpoznawanych nawet poza światem fanów gatunku melodii – „Watermelon Man”, napisany na zlecenie Mongo Santamarii. Utwór wydano na singlu i znalazł się w okolicach setnego miejsca na amerykańskich listach przebojów, co dla jazzowej kompozycji instrumentalnej było wielkim sukcesem w 1962 roku. Dziś też byłoby to wielkie osiągnięcie.
„Takin’ Off” to jedna z tych płyt jazzowych, która spodoba się każdemu, w tym również tym, którzy na hasło jazz reagują raczej niekoniecznie entuzjastycznie. To idealne połączenie pięknych kompozycji i świetnych improwizacji. Szczególnie w wykonaniu Herbie Hancocka i Freddie Hubbarda. Dziś, z perspektywy równych 50 lat od swojej premiery jest ikoną hard-bopu, ale również zwyczajnie przebojowym albumem jazzowym, zawierającym kompozycje często dziś przypominane nie tylko przez jazzowych pianistów, ale grywane przez wielu innych muzyków, niekoniecznie pozostających w jazzowym mainstreamie.
Ukrytym nieco w cieniu solistów bohaterem tej płyty jest perkusista – Billy Higgins. Posłuchajcie tego albumu zwracając uwagę na to co gra perkusja. Odkryjecie tą muzykę na nowo.
„Takin’ Off” to album, który dał światu wybitnego pianistę, świetnego kompozytora i jeden z największych jazzowych przebojów – „Watermelon Man”. Na tej płycie również Herbie Hancocka po raz pierwszy usłyszał Miles Davis i to był początek jednego z najważniejszych zespołów na świecie – tzw. Drugiego Kwintetu Milesa Davisa – Wayne Shorter – Herbie Hancock – Ron Carter – Tony Williams. Już tylko za to należy się „Takin’ Off” trwałe miejsce w historii jazzu, a wybitną muzykę dostajemy jako całkiem darmowy bonus.
autor: Rafał Garszczyński

ArtRock.pl:
Coś się późno ta wiosna zaczęła – i tak z kalendarza wychodzi, że jeszcze latem i (chyba jesienią też) będzie o czym pisać. Tak czy siak, zaczynamy.

Cudownych dzieci w muzyce jest wiele – jednym się udaje, innym nie. 5 lutego 1952 w Chicago odbył się koncert, na którym grupa takich właśnie uzdolnionych dzieciaków występowała z towarzyszeniem miejscowej orkiestry symfonicznej. Pewien 11-latek, syn inspektora sanitarnego i sekretarki, efektownie wykonał pierwszą część XXVI Koncertu fortepianowego Mozarta. Historia nie zapamiętała nazwisk innych małych talentów, ale w dekadę później ów pianista miał na koncie solowy debiut – i to w barwach legendarnej wytwórni Blue Note. Potem nagrał jeszcze kilkadziesiąt płyt solowych, miał też okazję przez kilka lat grać w Drugim Wielkim Kwintecie Milesa Davisa…

Herbert Jeffrey Hancock przyszedł na świat w Chicago 12 kwietnia 1940. Z fortepianem pierwszy raz zetknął się już we wczesnej młodości; regularną naukę rozpoczął w wieku siedmiu lat, szybko dorabiając się łatki cudownego dziecka. Jako nastolatek spotkał się z jazzem, także tym wokalnym (uwielbiał nagrania grupy The Hi-Lo’s). Jako dwudziestolatek rzucił szkołę i zaczął grać pod opieką niewidomego pianisty Chrisa Andersona, szybko wyrabiając sobie markę na muzycznej scenie Chicago. Kolejnym krokiem był Nowy Jork i, obok współpracy z choćby Philem Woodsem, własny, autorski materiał. Debiutancki album „Takin’ Off” – nagrany jednego dnia, 28 maja 1962 – ukazał się parę miesięcy później.

22-letni młodziak wydający pełnowymiarowy album – no, to się zdarzało. Album wypełniony jedynie autorskimi kompozycjami – no, to już było coś rzadko spotykanego. Gołowąs nagrywający na debiutanckiej, autorskiej płycie utwór, który prawie z miejsca stał się jazzowym standardem – to już rzadkość co się zowie. A debiutancką płytę Hancocka otwiera przecież „Watermelon Man”. Niemal kwintesencja, definicja hard bopu: z jednej strony wywiedziona ze stylu bebop przestrzeń, swoboda, dająca instrumentalistom (w tym dwu muzykom grającym na instrumentach dętych), z drugiej pewne spowolnienie tempa, wprowadzenie powtarzających się, rytmicznych, trochę tanecznych fraz – takich jak świetna, zaczepna, przyjemnie bujająca, a przy tym wpadająca w ucho fortepianowa zagrywka, która niesie cały „Watermelon Man”. Zresztą Hancock oryginalnie stworzył ten utwór jako potencjalny singel dla kubańskiego perkusisty Mongo Santamarii, mistrza rumby (jego wykonanie z roku 1963 okazało się sporym sukcesem).

Późniejsze utwory są już nieco spokojniejsze – Herbie pozwala się wygrać Freddiemu i Dexterowi, samemu na ogół przesuwając się na dalszy plan, zgrabnie podgrywając trąbce i saksofonowi (zwłaszcza w „Empty Pockets” pięknie się uzupełniają). Chociaż Hancock również pokazuje, co potrafi: w rytmicznym „Driftin’” Herbie wychodzi na pierwszy plan, pokazując się jako ciekawy, dojrzały pianista z dużym zmysłem improwizacji. Całość wieńczy elegancka, stonowana ballada, z pięknie rozłożonymi, prostymi akordami fortepianu i łagodnie podgrywającymi dęciakami.

Debiut został zauważony i ciepło przyjęty przez publiczność i krytykę. Płyta przypadła do gustu między innymi młodemu perkusiście Tony’emu Williamsowi, który polecił „Takin’ Off” swojemu liderowi i jednemu z najbardziej znanych jazzmanów lat 50. – Milesowi Davisowi. Wiosną 1963 Hancock został pianistą tzw. Drugiego Wielkiego Kwintetu Milesa. Prawdziwa wielkość była już o krok – zwłaszcza że występy i nagrania z Davisem nie oznaczały zaprzestania przez Hancocka działalności autorskiej.
autor: Piotr „Strzyż” Strzyżowski


O płycie „Hub-Tones”

JazzPress:
Freddie Hubbard urodził się 7 kwietnia 1938 roku w dość mało jazzowym w owym czasie Indianapolis w USA. Już jako dziecko biegle grał na trąbce. W 1958 roku znalazł się w Nowym Jorku, a jednym z jego pierwszych muzycznych przyjaciół stał się Eric Dolphy, z którym dzielił przez wiele miesięcy nie tylko zainteresowania muzyczne, ale również nowojorskie mieszkanie.
Pierwszą płytę solową nagrał w 1960 roku – „Open Sesame”. Lata sześćdziesiąte to bardzo owocny okres jego artystycznej biografii. Nagrał wtedy między innymi dziś opisywaną płytę „Hub-Tones”, jak i równie ważną dla jego solowego dorobku „The Artistry Of Freddie Hubbard”.

Uczestniczył też w wielu ważnych sesjach nagraniowych innych muzyków, wśród których z pewnością cztery poniższe należą do absolutnego kanonu jazzu lat sześćdziesiątych. Owe perełki w dorobku Freddie Hubbarda jako sidemana to następujące albumy: Eric Dolphy – „Out To Lunch”, Ornette Coleman – „Free Jazz”, John Coltrane – „Ascension” i Olivier Nelson – „Blues And The Abstrach Truth”.

Jednak w latach siedemdziesiątych pogubił się nieco w atmosferze jazz-rocka usiłując skorzystać z fali popularności nowych brzmień i poszerzyć grono słuchaczy, co przekładało się oczywiście na sukces finansowy niekoniecznie związany z artystyczną doskonałością nagrań.

W kolejnych dziesięcioleciach, aż do śmierci w 2008 roku, powracał najczęściej do swojego własnego stylu, niewątpliwie bliskiego hard bopowi, jednak pozostającego w głównym nurcie jazzu, co czyni jego muzykę uniwersalną i bardziej odporną na upływ czasu. Często nagrywał i koncertował z kolegami z epoki lat sześćdziesiątych. W latach osiemdziesiątych grywał z Artem Blakey. Był formalnie członkiem formacji Jazz Messengers od 1961 do 1966 roku – czyli w okresie, kiedy nagrał swoje najważniejsze płyty solowe.

Z późniejszych nagrań najciekawszym wydaje się nagrany w 1992 roku album koncertowy „Live At Fat Tuesday’s” (2CD). Na rynku można też znaleźć niezbyt oficjalne nagranie z jego koncertu w Warszawie – „Live At The Warsaw Jazz Festiwal”, gdzie występował w 1991 roku. Pierwszym muzycznym idolem Freddie Hubbarda był Clifford Brown. W późniejszym okresie kariery Hubbard wielokrotnie w wywiadach podkreślał, że nie był w stanie nawet zbliżyć się do tonu i technicznej doskonałości gry swojego idola.

Po przeprowadzce do Nowego Jorku na początku lat sześćdziesiątych znalazł się pod silnym wpływem Sonny Rollinsa. Cenił też niezmiernie Theloniousa Monka, wielokrotnie wspominając jego słynną radę – Don’t play chords, You’ve to play some ideas…Freddie Hubbard nie był muzycznym nowatorem. Nie każdy musi nim być. Był za to jednym z najważniejszych trębaczy hard bopu.

Płyta „Hub-Tones” została nagrana w studiu Rudy Van Geldera – jak wiele pozycji z katalogu Blue Note z tego okresu – w czasie jednej długiej nocnej sesji 10 października 1962 roku. Program płyty to kompozycje lidera, uzupełnione o umieszczony na początku płyty standard „You’re My Everything”. To z pewnością nie brak własnych pomysłów muzycznych, a względy komercyjne skłoniły Freddie Hubbarda do umieszczenia na początku płyty znanej już potencjalnym klientom melodii.

Najważniejszą kompozycją lidera na „Hub-Tones” jest z pewnością ballada „Lament For Booker”dedykowana pamięci zmarłego prawie dokładnie rok przed nagraniem płyty trębacza Bookerowi Little. „Hub-Tones”, to oprócz wybornych kompozycji i gry lidera, także dzieło życia Jamesa Spauldinga, saksofonisty raczej drugiego planu, którego pamiętam oprócz „Hub-Tones” tylko ze świetnej gry na płycie „Standards” Lee Morgana. Na „Hub-Tones” Spaulding sięga też często po flet, momentami dotrzymując kroku improwizującemu liderowi.

„Hub-Tones” to również jedno z pierwszych nagrań Herbie Hancocka, jednak jego rola sprowadza się do dowodzenia sekcją rytmiczną, którą tworzą Reggie Workman (kontrabas) i Clifford Davis (perkusja). „Hub Tones” powstała krótko po wydaniu debiutanckiej płyty Hancocka – „Takin’ Off” i sesji z Donaldem Byrdem pod koniec 1961 roku. Spore fragmenty muzyki na płycie sprawiają wrażenie wcześniej zaaranżowanych. Freddie Freddie Hubbard i James Spaulding grywali jednak wcześniej sporo koncertów razem, więc być może jest to efekt muzycznego porozumienia wynikającego ze wspólnego estradowego doświadczenia, a nie staranne rozpisanie na głosy partii solowych doprowadziło do takiego muzycznego zespolenia. Mimo dobrego składu zespołu, „Hub-Tones” to przede wszystkim płyta Freddie Hubbarda. Zespół pozostaje tłem dla jego popisów solowych. Herbie Hancock dostaje ważną dla siebie szansę w zamykającej płytę kompozycji Freddie Hubbarda „For Spee’s Sake”.Trąbka Freddie Hubbarda brzmi w niezwykle charakterystyczny i łatwo rozpoznawalny sposób. To zdecydowany, choć w pełni kontrolowany atak, dobra technika i stabilny zdecydowany ton.
Mimo deklarowanej fascynacji brzmieniem Clifforda Browna, Hubbard pozostaje daleki od technicznej wirtuozerii i fajerwerków technicznych dbając o dźwięk każdej nuty.

Edycja na płycie kompaktowej zawiera alternatywne wersje 3 utworów z oryginalnego programu płyty, które są równie dobre jak te wybrane do pierwszego wydania. Te wersje alternatywne są muzycznie odmienne, różnią się kolejnością partii solowych i równie dobrze mogłyby znaleźć się na pierwotnym wydaniu. Warto więc skupić się na wersji CD, mimo z definicji nieco gorszej jakości dźwięku – to prawie 30 minut dodatkowej świetnej muzyki.
autor: Rafał Garszczyński


muzycy:
Takin' Off:
Herbie Hancock: fortepian
Dexter Gordon: saksofon tenorowy
Billy Higgins: perkusja
Freddie Hubbard: trąbka, skrzydłówka
Butch Warren: kontrabas

Hub-Tones:
Freddie Hubbard: trąbka
James Spaulding: saksofon altowy, flet
Herbie Hancock: fortepian
Reggie Workman: kontrabas
Clifford Jarvis: perkusja

utwory:
A1. "Watermelon Man" (7:06)
A2. "Three Bags Full" (5:25)
A3. "Empty Pockets" (6:13)
B1. "The Maze" (6:49)
B2. "Driftin'" (6:54)
B3. "Alone & I" (6:28)
C1. "You're My Everything" (6:36)
C2. "Prophet Jennings" (5:31)
C3. "Hub-Tones" (8:23)
D1. "Lament For Brooker" (9:41)
D2. "For Spee's Sake" (8:35)

wydano: 2018-05-31

Obrazek 1

Obrazek 1


Obrazek 1


Obrazek 1


partner wydawnictwa: