Categories

The Dark [Vinyl 1LP+CD]


  • Code: IDA071LP
  • Manufacturer: Ici D'ailleurs
  • Manufacturer's code: 3700398706085
  • Price: 93.99 zł
  • Tell a friend

Indie Pop / Avant Pop / Muzyka alternatywna
premiera polska:
2011-04-12,
Wydawnicto Audiofilskie

kontynent: Europa
kraj: Anglia
opakowanie: kartonowe etui
opis:

multikulti.com:
Matt Elliott jest jednym z najciekawszych brytyjskich muzyków jakich wydało miasto Bristol. Jest zarówno muzykiem grającym na wielu instrumentach jak mi uznanym producentem (m.in. Rustic Houses, Forlorn Valleys oraz The Cycle Of Days And Seasons zespołu Hood). Był członkiem zespołów Movietone, Amp i Flying Saucer Attack. Karierę solową rozpoczął pod pseudonimem Third Eye Foundation. Od roku 2001 wydaje muzykę pod własnym nazwiskiem.

Osiem pierwszych płyt Elliotta wydała brytyjska wytwórnia Domino. Od roku 2005 artysta mieszka w Paryżu, gdzie wydaje dla francuskiej wytwórni Ici D'Ailleurs.

Nowa płyta 'The Dark' jest wielkim powrotem projektu Third Eye Foundation po dziesięcioletniej przerwie. Jeszcze przed wydaniem płyty w internecie głośno było od spekulacji na temat zawartości krążka, premiera płyty rozwiała wszelkie wątpliwości na temat kondycji artystycznej Matta Elliotta. Po serii znakomitych płyt opatrzonych wspólnych tytułem 'The Songs' ['Drinking Songs', 'Failing songs', 'Howling Songs', 'Failed Songs'], w których Matt Elliott zbliża się do estetyki knajpianych, melancholijnych songów, które porównać możemy np. do dorobku Toma Waitsa czy Nicka Cave'a zdecydował się na powrót do swojej najbardziej nośnej marki, Third Eye Foundation.


polifonia.blog.polityka.pl, ocena: 7/10:
Matt Elliott jest jednym z najciekawszych brytyjskich muzyków jakich wydało miasto Bristol. Jest zarówno muzykiem grającym na wielu instrumentach jak mi uznanym producentem (m.in. Rustic Houses, Forlorn Valleys oraz The Cycle Of Days And Seasons zespołu Hood). Był członkiem zespołów Movietone, Amp i Flying Saucer Attack. Karierę solową rozpoczął pod pseudonimem Third Eye Foundation. Od roku 2001 wydaje muzykę pod własnym nazwiskiem.

Osiem pierwszych płyt Elliotta wydała brytyjska wytwórnia Domino. Od roku 2005 artysta mieszka w Paryżu, gdzie wydaje dla francuskiej wytwórni Ici D'Ailleurs.

Nowa płyta 'The Dark' jest wielkim powrotem projektu Third Eye Foundation po dziesięcioletniej przerwie. Jeszcze przed wydaniem płyty w internecie głośno było od spekulacji na temat zawartości krążka, premiera płyty rozwiała wszelkie wątpliwości na temat kondycji artystycznej Matta Elliotta. Po serii znakomitych płyt opatrzonych wspólnych tytułem 'The Songs' ['Drinking Songs', 'Failing songs', 'Howling Songs', 'Failed Songs'], w których Matt Elliott zbliża się do estetyki knajpianych, melancholijnych songów, które porównać możemy np. do dorobku Toma Waitsa czy Nicka Cave'a zdecydował się na powrót do swojej najbardziej nośnej marki, Third Eye Foundation.
autor: Bartek Chaciński


elephantshoe.pl:
Do słuchania niektórych albumów jedynym w pełni naturalnym otoczeniem wydaje się być noc. Z autopsji znany jest na pewno stan tzw. półsnu, kiedy to elementy z rzeczywistości powoli wtłaczane są w zupełnie inną, niezbadaną do dziś materię, znacznie potęgując docierające do nas bodźce lub "rozmywając" je w jakąś groteskową parodię ich samych. Co więc się stanie, gdy zostaniemy w takiej sytuacji poddani działaniu muzyki wyjątkowo sugestywnej, szybko ukierunkowującej nocne wizje i mieszającej w głowie bardziej niż niejeden film Davida Lyncha?

Pierwsze, niepozorne dźwięki pianina. Półtony, jak to zawsze u Elliotta. To sam początek śmiertelnego crescenda, którego rozwinięcie już wkrótce stanie się jednym z najbardziej przerażających muzycznych tworów ostatnich lat. Dołączający po chwili beat staje się coraz bardziej agresywny. Głosy, szepty, echa niezidentyfikowanych dźwięków wtapiają się w ciemność. Odczucia, jakie wywołuje taki pejzaż są oczywiste. The Dark to album z kategorii, najogólniej mówiąc, tych przygnębiających. Zresztą, który z albumów Elliotta taki nie jest?

Depresja, smutek, zaburzenia psychiczne, utrata kontaktu z rzeczywistością, rozpacz. Tytułowa "ciemność" utożsamiana może być z każdym z tych pojęć. I każde z tych pojęć The Dark idealnie ilustruje. Ale po kolei. Wspomnianą, rozpoczynającą Anhedonię płynnie kontynuuje Standard Deviation. Elliott robi wręcz wszystko, aby utrzymać odbiorcę w transie. Słuchając tego niemal 20-minutowego dyptyku można odnieść wrażenie, że oba utwory niesłusznie rozdzielono, gdyż właściwie nie ma pomiędzy nimi zbyt wielu różnic.Można by powiedzieć: "Ale gość nudzi, tu się przecież nic nie zmienia". Na pewno? Pamiętacie pierwszy odsłuch Disintegration Loops? Tutaj mamy właściwie podobną sytuację, tylko na trochę krótszej przestrzeni. I w odwróconej kolejności. Już wyjaśniam! U Basinskiego mieliśmy do czynienia z powolną dezintegracją loopów i niszczeniem się taśmy. Wprowadzony w trans słuchacz nie odnotowywał drobnych zmian, które dokonywały się na przestrzeni 30, 40 czy 60 minut, w efekcie czego późniejsza, szybka konfrontacja początku i końca przynosiła spore zaskoczenie. U Elliotta (pomijając już sam gatunek, ale nie o tym mowa) muzyka z każdą minutą gęstnieje. Na próżno doszukiwać się w ostatnich chwilach drugiego utworu pianina, głosów, jęknięć, smyczków. Tam już nie ma miejsca na wciśnięcie żadnego dźwięku. To istny, zmasowany atak na psychikę. Ale kiedy to odkrywamy, jest już za późno. Siedzimy w The Dark po uszy, zastanawiając się: "Ale kiedy? Jak?" I pomyśleć, że "cichaczem" wykształciło się to z sytuacji opisanej w pierwszych zdaniach drugiego akapitu.

Chwila oddechu. Wiadomo, że wytrzymałość jeszcze nie raz zostanie poddana próbie, jednak ciekawość jest silniejsza. Prosty motyw przewodni Pareidolii z początku wydaje się przynosić pewnego rodzaju ukojenie. Dopiero z czasem przekształca się w przyspieszający walec, który jeszcze brutalniej rozgrzebuje świeże rany, jednocześnie mówiąc: Jeśli w tym momencie przestaniesz słuchać, będzie jeszcze gorzej. Gęstość sampli ponownie zwiększa się jakby za naszymi plecami, a motyw przewodni ewoluuje w depresyjne, lejące się orkiestracje. Prawdziwe uspokojenie przynosi dopiero przedostatni na albumie Closure, chociaż i tak dzieje się to głównie za sprawą znacznie lżejszej "powłoki", a nie odpuszczenia sobie rytmicznego okrucieństwa. A skoro pada już słowo "okrucieństwo", to nie pozostaje nic innego jak dobić się ostatnim właśnie If You Treat Us All Like Terrorists We Will Become Terrorists. Najkrótszy, ale za to za najbardziej intensywny i najcięższy fragment albumu jest rzeczą, której bliżej raczej do wcześniejszych tworów Third Eye Foundation, niż do kierunku obranego na The Dark. Nie ma tu żadnego skrupulatnego dawkowania emocji, prowadzącego do zdezorientowania słuchacza. W porównaniu do reszty, jest to raczej "piguła" o natychmiastowym działaniu. Równie uzależniającym.

Matt Elliott może być z siebie dumny. Wielki powrót projektu Third Eye Foundation po dziesięcioletniej przerwie, okazuje się być strzałem w dziesiątkę. Co więcej, tegoroczny album zgarnia zarazem tytuł najlepszego wydawnictwa nagranego pod owym szyldem! Na poprzednikach (ostatni z nich wydany 10 lat temu) brakowało przede wszystkim niesamowitej transowości, która tutaj jest wręcz centralnym punktem i motorem całego konceptu. A wystarczyło po prostu dać dłużej wybrzmieć utworom, pozwolić na niemal podprogową eskalację napięcia. W efekcie otrzymujemy dzieło, które budzi strach (wręcz przerażenie), ale jednocześnie intryguje i za nic nie pozwala powrócić od tak do realnego świata. Pozostaje kwestia, cytując nazwę popularnego niegdyś serialu dla młodzieży: "Czy boisz się ciemności?" . . .
autor: Tomasz Turski


rekopisznalezionywarkham.blogspot.com:
Pomysł na powrót Elliotta do formuły Third Eye Foundation uważam za niezbyt dobry. Gdy włączyłem pierwszy raz tę płytę, klaskałem płetwami jak foczka i krzyczałem: Łał! Łał! Są bałałajki! Łał!... Jednak po kilku odsłuchach zapomniałem o niej - i gdyby nie pytania "Jak nowy Elliott?" - pewnie bym sobie nie przypomniał. Nie, no. To dobra płyta. Ale w dyskografii Eliotta będzie zawsze postrzegana jako cień jego opus magnum - trylogii: Drinking Songs (2005), Failing Songs (2006), Howling Songs (2008).

Dla artysty, którego solowa kariera kojarzona była raczej z trip hopem i okolicami "muzyki klubowej", trylogia Songs była zwrotem o 180stopni i niesamowicie udanym eksperymentem. Najprościej scharakteryzować ją można jako próbę przypomnienia nam, zatraconego w dzisiejszej szeroko rozumianej muzyce rozrywkowej, melancholijnego i turpistycznego ducha (natury) europejskiej piosenki poetyckiej. Dekadenckiej, straceńczej, delirycznej, mającej korzenie w portowym czy miejskim folku, do tego raczej spoza anglosaskiego kręgu kulturowego - bardziej w duchu Brela i Wysockiego, niż Nicka Drake'a czy Dylana. Na nowej płycie znajdziemy oczywiście echa tego, co się artystycznie działo u Matta w ostatnich latach i jasne, że wielu gości od jakiegoś drum'n'bass dało by se, za przynajmniej w połowie tak dobry materiał jak The Dark, dupę ogolić. Jednak rejony, z których wraca Elliott, zmieniają jak Wietnam. Nie może teraz po porostu przejść z tym do porządku dziennego i wrócić do swoich normalnych zajęć. Efekt jest taki, że płyta co prawda sprawi jego fanom przyjemność - dość umiarkowaną, ale zawsze - jednak nie zrobi na nich żadnego wrażenia, bo w szczytowych momentach brzmi jak zrobiona na pół kurka część składowa jego własnych piosenek. Nie chcę krakać, ale obawiam się, że Elliott nie wie co teraz ze sobą zrobić. A przecie pić nie zacznie. Swoje już wypił. Słychać na Songs.
autor: Krzysztof Ryszard Wojciechowski


Editor's info:
For almost 10 years the only music emanating from Matt Elliott's guise as The Third Eye Foundation has been the odd remix here and there, providing no sequel to Little Lost Soul -Arguably their most musical LP- merging melancholic images and voices from the past with the modernity of manipulated soundscapes.

The progression from Semtex and Ghost, his firsts two LPs to the later "You Guys Kill Me" and Little Lost Soul is obvious: the aggression and layers of noise recede album by album, there is less abrasion to hide behind and piece by piece the heart & soul of the man behind the music is laid bare.

The latest instalment, the much anticipated album The Dark reflects details from the span of Elliott's output as The Third Eye Foundation and the culmination of his never ending musical studies. The essential Third Eye elements are all represented: the dark but intricate atmospheres, the head spinning beats, the walls of sound swelling and receding and a pounding, thundering bass.

The Dark is both a direct continuation on from Little Lost Soul and a definite move in a new direction. The shape and the soul of The Dark is at the same utterly classical and contemporary. Made up of five movements which merge into one another seamlessly, at times thundering dub-step, at others pulsating drum and bass at others a blissful soundscape at other points a combination of all of those elements and more:

Throughout the album the voices never end, swooping in, whispering, screaming. Voices from throughout the world and time echoing the cries of our collective unconscious stretched and pitched, so you can hear with precision the emotion expressed, the details of their pain, their joy, their sadness, and their anger. Then there are the haunting strings, the deep brass, other unidentifiable instruments all twisted together.

The Dark is a definitive piece of music at the same time tortured and yet romantic, reflecting the loss and the joy, the sin and the repentance, the despair and the optimism that all thinking people feel.

Add to this the individual talents of Louis Warynski (Chapelier Fou) & Chris Cole (Manyfingers) both multi instrumentalists and both playing an essential part of the classical instrumentation on the album, twisted at some points beyond all recognition by the orchestrations of Matt Elliott and the result is an intense ride, a trip to the centre of the soul, not always comfortable but you will feel all the better for having done it.

The music is echoed perfectly by the artwork of long time collaborator and arguably the greatest living visual artist Uncle Vania, and just as with the artwork, no Third Eye Foundation album has ever been so clear or so dense. These five movements, united by their low-key aspect, show a unique personality, proving for once and for all the inimitable style of The Third Eye Foundation.

muzycy:
Matt Elliott: all instruments

utwory:
A:
1. Anhedonia
2. Standard Deviation

B:
1. Pareidolia
2. Closure
3. If You Treat Us All Like Terrorists We Will Become Terrorists

total time - 43:03
wydano: 2010-11-01
more info: www.icidailleurs.com

Obrazek 1

Obrazek 1


Obrazek 1


Obrazek 1


partner wydawnictwa: