Kategorie

Burnt Offering [Vinyl 1LP]


  • Kod: DAP034LP
  • Producent: Daptone Records
  • Kod producenta: 0823134003415
  • Wykonawca: The Budos Band
  • Nośnik: Vinyl 1LP
  • Cena: 98,99 zł
  • Poleć produkt

Soul / Funk
premiera polska:
2014-10-16
kontynent: Ameryka Północna
kraj: USA
opakowanie: kartonowe etui
opis:

perspektywakultury.pl
The Budos Band płyną po fonograficznym morzu czteromasztowcem (zespól składa się z 9 członków + gościnie występujący randomowcy), nie ubywa im załogi, nie miotają się by nie dopuścić do zatonięcia, wiedzą dokąd płyną i czerpią z tego przyjemność. Wydali właśnie nowy album.

W dobie rozwijającej się popularności, pączkujących jak grzyby po deszczu laptopowców, piewców indie rockowego grania, i synthpopowych wokali wydawałoby się, że Big Bandy to przeżytek, kojarzący się z sąsiadem grającym na puzonie w strażackiej orkiestrze dętej na odpuście w zaściankowej miejscowości. Czy na pewno?

Burnt Offering to 4 album tej nowojorskiej formacji. Wydano go nakładem Deptone Recordswytwórni słynącej z promocji funkowo - soulowej nuty( Sharon Jones and The Dap - Kings, The Sugarman 3). Nowa płyta tego zespołu charakteryzuje się mrocznym riffowym graniem uzupełnionym rozbudowaną warstwą akustyczną sekcji dętej. Pierwsze skojarzenie przywodzi na myśl mariaż dawnego Black Sabbath z Fela Kuti-m. Widniejący natomiast na okładce płyty gotujący czarownik przypomina o stylistyce graficznej charakterystycznej dla folk power metalu lub true power metalu. Wywołuje to u mnie wspomnienie Sarumana znaczącego swoje orki symbolem ogromniastej białej ręki. Nie dajmy się jednak zwieść to: afro funk.

Na albumie Brooklynczyków znajdziemy sporą dawkę brassowych akcentów uzupełnianych dozą hard rockowych podkładów. Możemy tu usłyszeć gitarę elektryczną, saksofon barytonowy, trąbkę, gitarę basową, perkusję, bongosy, a nawet conga. Ten kalejdoskop środków muzycznej ekspresji pozwala Budos budować atmosferę wielkomiejskiego zgiełku, ciemnych zaułków, zaczadzonych secesyjnych knajp z wyrazistymi cieniami i kontrastami charakterystycznymi dla topografii miasta. To deep funk, nad którym unoszą się opary Afrobeatu, wzorowany na Bobby Hughes Combination, Shaolin Afronauts czy Menah Street Band. Znajdujące się na krążku 10 kawałków, tętni profuzją muzycznych barw i smaczków. Utwory odznaczają się różną częstotliwością, często zmieniającą się podczas ich emisji. W tytułowym Burnt Offering słychać widoczne odwołania do Laiki The Cactus Channel. Tomahawk jednoznacznie przywołuje wspomnienie Fela Kuti-ego z okresu jego największej świetności. W Aphasia natomiast możemy usłyszeć inspirację Black Sabbath, mocne, wyraziste brzmienie wsparte sekcją dętą. Black Hillls i w The Sticks napotykamy widoczne odwołanie do albumu The Sugerman 3 “What The World Needs Now”. Into The Fog wraz z Turn and Burn wprowadza odbiorcę w korzenny trans ujawniając przemyślaną strukturę, siłę brzmienia wygenerowaną dzięki orkiestrowemu uderzeniu sekcji rytmicznej. Schattered Winds i Trail of Tears to spokojne, stonowane utwory polane nutką mistycyzmu, który uwalnia majestatyczne brzmienia retro orkiestry.

Burnt Offering to bardzo ciekawy album. Materiał jest solidny i autentyczny. Nie ma tu jednak żadnej innowacyjności. Muzycy kroczą sprawdzonym, wydeptanym szlakiem. To swoisty spacer w towarzystwie Tezeusza w poszukiwaniu Minotaura. Doskonale wiemy jak rozpoczyna i kończy się ta historia. Nie da się ukryć, że epokę Big Bandów mamy już dawno za sobą. Wydawnictwa o tym formacie są pozbawione świeżości, ratują się jednak precyzją warsztatu. Polecam miłośnikom minionej dekady, rozbudowanej sekcji dętej.
autor: Karol Gleinert

Pitchfork
After three albums of uniformly excellent, Afrofunk-fueled instrumentals—titled, tellingly, The Budos Band, The Budos Band II, and The Budos Band III—where were the Budos Band to go? As great as their output has been to date, the New York ensemble had more or less painted themselves into a corner. In truth, there were many directions the group could have headed toward on their fourth album, but they dauntingly chose the path of most imaginable resistance: doom metal. Rub your eyes all you want; it won’t change that sentence. The Budos Band’s new album is called Burnt Offering—and from its wizard-sporting cover on down, it draws heavily from the late-'60s/early-'70s well of dark, arcane proto-metal.

To be perfectly clear: This is not your uncle’s Primus-shirted funk-metal. The majority of Burnt Offering is built on the same framework that the Budos Band has always used—elegantly simple guitar, deep pockets of syncopation, and bold shouts of brass—but here it’s been wreathed in the thick organ vamps of the bands that helped inspire metal, namely Iron Butterfly and Uriah Heep. Those looking for kvlt cred won’t find it here, nor should they; the album’s heaviest tracks, like the fuzz-slathered “Aphasia” and the gutbucket-distorted title track don’t come anywhere near the metal orthodoxy of Pentagram, let alone Black Sabbath. This is still Afrofunk of the Fela Kuti faith, with “Tomahawk” being the most horn-splashed and intricately polyrhythmic of the bunch.

When the delicate guitar intro of “Magus Mountain” drops into a propulsive, blown-out low gear, though, it’s as if Sir Lord Baltimore is jamming with Maggot Brain-era Funkadelic. The fidelity is immaculately retro, saturated and reverberating, which lends an even more eerily anachronistic tone to simmering, sinuous cuts such as “Black Hills” and “Turn and Burn”, the latter of which lands the album in some swampy epoch of alternate history. “Into the Fog” more or less says it all; with organ chords transmogrified into haunted-house groans, and monstrous stomps shuffling somewhere between Blue Öyster Cult's “Godzilla” and Fela’s “Zombie”, the song is all meat, zero subtext. Not that an album this earthy needs anything so subtle to get its freaky point across.

Burnt Offering has its own kind of subtlety, and most of it is in the interplay between meter, genre, and mood. When it falls a little flat, on the tame, muted “Trail of Tears” and “Shattered Winds”, it still manages to register as better-than-average Afrofunk with a tasteful layer of filthy hard rock smeared on top. It's not a profound exercise in fusion, and at times it seems the band might be amusing themselves at the expense of being taken seriously. But the most remarkable thing about Burnt Offering is that, at its core, it really isn’t all that much of a departure from what the Budos Band has always done. The neatest trick the album pulls off is in finding the unexplored commonality between Afrofunk and doom metal—deep grooves, murky atmosphere, hypnotic riffs—then playing them with joy and loopy abandon. Spooky, funky, freedom-loving fun: The chance to embrace something like that doesn’t come along often, and it’s to be cherished.
by Jason Heller

AllMusic.com:
It has been four years since the release of Budos Band III, an album that signaled that the group had taken the funky Afrobeat-meets-vintage horn-driven R&B sound as far as it could go. They incorporated new sounds into its mix: Middle Eastern modes, Latin rhythms, a touch of psych, and even Ethiopian jazz. That said, Burnt Offering is a whole new thing, developed as always with an ear firmly planted in the past: just take a look at the mysterious magus on the cover. This music is rooted in late psychedelia, soundtracks, funk, and sword and sorcery metal a la Black Sabbath and Pentagram. This date feels more like a whole group vibe than anything they've previously recorded. Guitarist Thomas Brenneck produced the album (as opposed to Daptone' Gabriel Roth) and it was cut live to tape with effects added immediately thereafter. The end result sounds like it came straight out of a fully loaded bong. The horn chart on "The Sticks" accents baritone saxophones and strident trumpets amid careening organ, frantic snare breaks, and mad fuzz guitar. Vamps evolve toward more intricate melodies which explode and fade at the tune's most intense point. "Aphasia" digs deep into a slow, heavy, Pentagram-esque riff, as a ghostly Farfisa and squalling guitar ride atop processional drums. When the horns enter, the music changes focus but never abandons its theme. "Black Hills" and Tomahawk Turn" are more overt explorations into soundtrack terrain, but with experimental textures, surprising melodic twists, and dynamic juxtapositions. The title track has an angular Sabbath-esque intro (a la Master of Reality), via striated horn harmonics underscored by a nasty distorted guitar -- that crosses metal with psychedelic surf -- a pummeling bassline and a careening tenor saxophone solo. Reverb is everywhere, but the live feel is unshakable. "Magus Mountain" is far more funky than anything else here thanks to an abundance of breakbeats. The groove is manic as Afrobeat cadences are contrasted with massive, frenetic guitar vamps. Burnt Offering is aptly yet somewhat misleadingly titled. While the sounds and vibe exotically reflect the more brain-baked hedonistic and dark spiritual indulgences of the '70s, the music is actually more adventurous and sophisticated than anything Budos Band has ever attempted. While the album's roots are deeply embedded in the past, the band has never sounded more present tense.
by Thom Jurek

utwory:
SideA:
A1. Into The Fog
A2. The Sticks
A3. Aphasia
A4. Shattered Winds
A5. Black Hills

SideB:
B1. Burnt Offering
B2. Trail Of Tears
B3. Magus Mountain
B4. Tomahawk
B5. Turn And Burn

total time - 41:47
wydano: 2014-10-16
nagrano: Recorded At Dunham Sound Studios

more info: www.daptonerecords.com

Obrazek 1

Obrazek 1


Obrazek 1


Obrazek 1


partner wydawnictwa: