Kategorie

John Zorn: Adramelech: The Book of Angels, volume 22


  • Kod: TZ8319
  • Producent: Tzadik (USA)
  • Kod producenta: 0702397831921
  • Wykonawca: Jon Madof Zion 80
  • Nośnik: CD
  • Cena: 66,99 zł
  • Poleć produkt

Jewish / Ethno Jazz / Surf Jazz / Downtown scene
premiera polska:
2014-12-11
seria wydawnicza: Archival Series
kontynent: Ameryka Północna
kraj: USA
opakowanie: digipackowe etui
opis:

multikulti.com:
Jedno z największych objawień jazzowych 2013 roku powraca z nowym albumem. Czternastoosobowy kolektyw złożony z prominentnych postaci nowojorskiej sceny downtown z furią i niepohamowaną, swobodną wyobraźnią serwuje nam to, co najlepsze w nowojorskiej awangardzie. Świadomość tradycji, nowatorskie rozwiązania i erudycja pozwalająca zderzać wszystko ze wszystkim. Wynik zawsze bywa interesujący, czasami, jak w przypadku Zion80, bywa zdumiewający.

Zion80 – zespół złożony z genialnych muzyków nowojorskiej awangardowej sceny muzycznej, dowodzony przez Jona Madofa (Rashanim, Matisyahu) – na debiutanckiej płycie scalił twórczość dwóch wielkich osobowości muzycznych XX wieku: rabina Shlomo Carlebacha, zwanego „śpiewającym rabinem”, i Fela Kutiego – pioniera afrobeatu.
Ta niecodzienna fuzja dwóch kompletnie różnych muzycznych światów sprawiła, że chasydzkie melodie Carlebacha ożywają z niebywałą intensywnością afrobeatu. Mistyczny i zarazem porywający do tańca projekt Zion80 to esencja żydowskiej muzyki XXI wieku.

22 tom cyklu 'The Book of Angels' Johna Zorna wprawi w ruch najbardziej opornych słuchaczy. Osiem kompozycji Zorna w wykonaniu 11-osobowej supergrupy nowojorskich freaków z takimi luminarzami tej sceny jak Frank London i Greg Wall z Hasidic New Wave, Matt Darriau z The Klezmatics czy Shanir Ezra Blumenkranz z Cyro Baptista's Banquet of the Spirits i Pharaoh's Daughter z niezwykłą wyobraźnią przełamują kolejne stereotypy dotyczące muzyki żydowskiej.

jazzarium.pl – ocena * * * * / * * * * *:
[. . .] O Zion80 należałoby napisać w pewnej ciągłości. Z racji szczupłej jeszcze dyskografii, wszystkie ciekawe elementy i kontrasty między tym, co na pierwszej i na drugiej płycie zostało zawarte są bardziej uwypuklone. Dlatego niech za background posłuży wspomnienie pierwszego albumu, na którym mistycyzm utworów Shlomo Carlebacha, zwanego śpiewającym rabinem przenikało szaleństwo Fela Kutiego. Twórca afrobeatu jest jedną z najsilniej wyczuwalnych inspiracji również na nowym albumie. Przede wszystkim za sprawą łączenia koncepcji, jakie znamy z końca lat siedemdziesiątych, gdy funkowe elementy wkradały się coraz silniej do muzyki bigbandowej. Niezwykle dynamiczna sekcja dęta, której absolutną perłą jest jedyna kobieta w składzie - Jessica Lurie, grająca na saksofonie barytonowym, współbrzmi z jazzową sekcją rytmiczną na czele ze znakomitym basistą Shanirem Blumenkranzem. Zdecydowanie rockowym akcentem jest gitara Jona Madofa, lidera składu. Etniczne akcenty wprowadzają instrumenty perkusyjne, szczególnie momenty, gdy Marlon Sobol uderza w kongi. Całość nie miałaby tak intrygującego charakteru, gdyby nie pianista i kompozytor Brian Marsella, jedna z ciekawszych postaci muzyki eksperymentalnej, znany min. z projektów perkusjonisty Cyro Baptitsty. Jego gra na instrumentach klawiszowych jest w moim odczuciu elementem stanowiącym o specyfice projektu Zion80. Nadaje mu kolorytu, mieniącego się odcieniami r'n'b, soulu, jazzu, bluesa. A barwa, którą wydobywa z instrumentu wprowadza nastrój odrobinę surrealistyczny [. . .]
autor: Urszula Nowak

esensja.stopklatka.pl:
W wydawanej nakładem Tzadik Records od dziewięciu już lat serii Johna Zorna „The Book of Angels” ukazały się dotychczas dwadzieścia trzy płyty. Ta opatrzona numerkiem dwadzieścia dwa nagrana została przez artystów ukrywających się pod szyldem Zion80. Bardziej zorientowani w dorobku nowojorskiej wytwórni powinni z miejsca skojarzyć przynajmniej dwóch z nich: gitarzystę Jona Madofa i basistę Shanira Ezrę Blumenkranza.

Zainspirowana judaistyczną demonologią seria „The Book of Angels” zadebiutowała w 2005 roku. Od tamtej pory regularnie powstają kolejne albumy, które John Zorn – w roli producenta, kompozytora całości materiału oraz bardzo często również aranżera – nagrywa z różnymi artystami wywodzącymi się z i spoza stajni Tzadik Records. W „Esensji” do tej pory przyjrzeliśmy się dokładniej trzem krążkom cyklu, które sygnowali swoimi nazwiskami klarnecista David Krakauer („Pruflas – Volume 18”, 2012), basista Shanir Ezra Blumenkranz („Abraxas – Volume 19”, 2012) oraz gitarzysta Pat Metheny („Tap – Volume 20”, 2013). W tym roku Zorn dorzucił do tego zestawu trzy kolejne produkcje, zrealizowane we współpracy ze skrzypkiem Eyvindem Kangiem („Alastor – Volume 21”), formacją Zion80 („Adramelech – Volume 22”) oraz kubańskim bębniarzem i perkusjonalistą Roberto Juanem Rodríguezem („Aguares – Volume 23”). My zajmiemy się dzisiaj przedostatnim z wymienionych krążków, w największym stopniu łączącym jazz z folkiem i rockiem.

Motorem napędowym Zion80 jest gitarzysta Jon Madof, przed laty lider tria Rashanim, teraz próbujący – w barwach Tzadik Records – kariery solowej. Przed rokiem pod własnym nazwiskiem opublikował w wytwórni Johna Zorna album zatytułowany… „Zion80” – i to jest wyjaśnienie zagadki, skąd wzięła się obecna nazwa zespołu. Skład muzyków na obu krążkach jest zresztą identyczny, więc przypadku w tym nie ma żadnego. Poza liderem ważną rolę w grupie odgrywają jeszcze gitarzysta basowy Shanir Ezra Blumenkranz (znany również z Aram Bajakian’s Kef, Lemon Juice Quartet, Pitom, Satlah i Rashanim, obecny też na tegorocznej „Psychomagii” Zorna) i klawiszowiec Brian Marsella (Banquet of the Spirits, Eyal Maoz’s Edom oraz „Mount Analogue” właściciela Tzadika); nie bez znaczenia pozostaje także fakt, że w grupie udziela się aż pięcioosobowa sekcja dęta, której bigbandowe brzmienie – w połączeniu z rockowymi zapędami Madofa i Blumenkranza – jest najbardziej charakterystyczną cechą formacji.

Głównym „bohaterem” dwudziestej drugiej „Księgi Aniołów” jest demon Adramelech – upadły anioł, utożsamiany z Molochem, przedstawiany z głową i torsem człowieka, a resztą ciała – w zależności od wyobrażeń – muła bądź pawia. Na poświęcony mu album składa się osiem instrumentalnych utworów, które wyszły spod ręki Johna Zorna, lecz tym razem zaaranżowane zostały nie przez samego kompozytora, jak to bywało wcześniej, ale Jona Madofa, lidera Zion80. Czy w jakiś szczególny sposób wpłynęło to na kształt kawałków? Raczej nie, bo pewnie i sam Zorn (saksofonista z urodzenia) nie przyłożyłby się bardziej do tego, aby wyeksponować dęciaki. Na „Adramelechu” odgrywają one bowiem rolę zasadniczą. Słychać to już od pierwszych sekund otwierającego album „Araziela”; nawet gdy do gry podłączają się Marsella (na organach) oraz Madof (na gitarze), na plan pierwszy i tak przez prawie cały czas wybijają się potężnie brzmiące saksofony. Nie oznacza to jednak wcale, że pozostali instrumentaliści zwolnieni są z obowiązków; w tym kawałku serwowane są nam także solówka organowa, jazzująca gitara i pulsujący bas, wokół którego jak bluszcz owijają się przeszkadzajki Marlona Sobola. Momentami jest folkowo (w stylu afrykańskim), to znów tanecznie – w każdym razie, słuchając tego utworu, trudno wysiedzieć w miejscu.
„Sheviel” zaczyna się w zupełnie innym stylu; grające unisono instrumenty dęte wspomagane są przez jazzową partię organów oraz – nieco później – klasycznie brzmiącą gitarę. Ale i tu z biegiem czasu zmienia się rytm i nastrój. W drugiej części zespół nieco przyspiesza, wskakując w rytm ska. Gdy Yuval Lion podkręca tempo, a Madof decyduje się na ostrzejszą solówkę, całość zaczyna przypominać najlepsze lata Osibisy, łączącej afro-pop z progresywnym rozmachem. Pamiętacie takie hity Afrykańczyków, jak „Sunshine Day” czy „Welcome Home”? Jeśli tak, to będziecie w temacie. Początek „Metatronu” to znów inna muzyczna bajka – rodem z rockowej psychodelii, o czym w dużej mierze decydują wykorzystane w tym kawałku przez Marsellę syntezatory. Dalej mamy jednak kolejne zabawy formą i przeskoki od reggae, przez rockowy trans po motywy klezmerskie i orientalne. Dużo tego, ale – co najważniejsze – ta gatunkowa różnorodność w żaden sposób się nie gryzie. To, co najbardziej zapada w pamięć, to dialog saksofonu z trąbką, który z czasem przeistacza się w prawdziwą dętą debatę, dodatkowo znaczoną dźwiękami klarnetu i kavalu. Aranżacja tych fragmentów charakteryzuje się zaś prawdziwą maestrią.

W „Shamdan” Zorn postawił na melodie żydowskie, a Madof to uszanował. Stąd wyeksponowanie klarnetu, który buduje odpowiedni klimat na tle hipnotycznego rytmu perkusji. Kiedy do kolegów dołącza Marsella, też robi wszystko, aby wpisać się w nastrój – stąd sięgnięcie po raz pierwszy na tej płycie po fortepian elektryczny (zamiast organów czy syntezatora). Pod koniec „głos” zabiera lider, który zamyka całość klamrą, powtarzając motyw muzyczny zaprezentowany wcześniej przez instrumenty dęte. W najdłuższym na płycie utworze „Kenunit” muzycy ponownie zapraszają nas w podróż na kontynent afrykański, jakby za wszelką cenę pragnęli ugruntować wiedzę na temat miejsca pochodzenia współczesnej kultury afroamerykańskiej (w tym i muzyki jazzowej). Gdy wiedza zostaje już przyswojona, ruszają jednak dalej – za sprawą Matta Darriau przenoszą słuchaczy w lata 50. i 60. ubiegłego wieku, o czym przekonuje klasycznie jazzowa solówka saksofonu (w stylu Johna Coltrane’a). Najmniej przewidywalną kompozycją wydaje się „Caila”, która ma najbardziej luźną, momentami wręcz chaotyczną, formę. Wiedząc jednak, z jakiego formatu muzykami mamy do czynienia, trudno nie uznać tego za zabieg całkowicie świadomy i celowy.

Kapitalnie prezentuje się „Lelahiah” – głównie dzięki nałożonym na siebie kilku ścieżkom gitary i dubowemu brzmieniu, które to zabiegi sprawiają, że początek numeru nabiera wręcz charakteru postpunkowego. I nie psują tego wrażenia nawet wykorzystana przez Madofa gitara slide (a przynajmniej instrument identycznie brzmiący) ani przeszkadzajki zaproszonego do nagrania tego jednego kawałka perkusjonalisty Mauro Refosco. W finale mamy bowiem powrót do stylistyki stricte rockowej, co podkreślone jest jeszcze wolnym, motorycznym rytmem. W zamykającym album „Nehinah” muzycy z Zion80 postanawiają ponownie ukołysać słuchaczy. Stąd obok delikatnego fortepianu elektrycznego subtelna partia gitary i kojący uszy flet (Jessica Lurie), który staje się tutaj instrumentem przewodnim. Dopiero na ostatnich kilkadziesiąt sekund ustępuje on miejsca saksofonowi, który odpowiada za powrót do rozkołysanego rytmu afrykańskiego reggae. W efekcie, jak niewiele płyt z serii „The Book of Angels”, „Adramelech” kończy się raczej optymistycznym przesłaniem. Jakby Zorn i Madof do spółki próbowali przekonać nas, że żadnych demonów obawiać się nie musimy. Gwoli ścisłości warto dodać jeszcze, że cały materiał zarejestrowano w maju tego roku w dwóch nowojorskich studiach – Highland oraz należącym do Billa Laswella Orange.
autor: Sebastian Chosiński

Editor's info:
Zion80 is the brainchild of guitarist Jon Madof, a wildly popular project that seamlessly blends the Afro-pop stylings of the legendary Fela Kuti with the Jewish tradition. Featuring an exciting 11-piece all-star band, Madof masterfully blends horns, guitars, keyboards and percussion, mixing the polyrhythmic intensity of Afrobeat with the freewheeling madness of the Downtown scene. A one of a kind ascent into the unknown, Madof’s creative arrangements of 8 tunes from Zorn’s “Book of Angels”are spiritual and endlessly exciting.

muzycy:
Shanir Ezra Blumenkranz: Bass
Matt Darriau: Alto Sax, Kaval, Clarinet
Yoshie Fruchter: Guitar
Frank London: Trumpet
Jessica Lurie: Bari Sax, Flute
Jon Madof: Guitar­
Brian Marsella: Keyboard
Greg Wall: Tenor Sax
Yuval Lion: Drums
Zach Mayer: Bari Sax
Mauro Refosco: Percussion
Marlon Sobol: Percussion

utwory:
1. Araziel
2. Sheviel
3. Metatron
4. Shamdan
5. Kenunit
6. Caila
7. Lelahiah
8. Nehinah

total time - 56:22
wydano: 2014-07-20
more info: www.tzadik.com
more info2: zion80.com

Obrazek 1

Obrazek 1


Obrazek 1


Obrazek 1


partner wydawnictwa: